Zgłosiłam się do tego lekarza na wizyty LEKARSKIE z powodu zaburzeń lękowych. Lekarz doskonale wiedział, że część mojego lęku została wcześniej zasiana przez inną osobę i wielokrotnie zapewniał mnie, że moje obawy są irracjonalne. Miał pomóc mi te lękowe przekonania wygasić. Zamiast tego sam powiedział mi, że jego zdaniem nieświadomie „robię wszystko, żeby nie wyszło” — czyli dokładnie kwintesencję mojego lęku.
Trudno mi wyobrazić sobie bardziej absurdalne postępowanie w leczeniu zaburzeń lękowych. Przez miesiące lekarz mówi pacjentce, że jej obawy są irracjonalne, po czym sam mówi, że myśli, że robię nieświadomie wszystko, żeby „nie wyszło” — a więc potwierdza dokładnie to, czego się obawiałam i z czego miał mnie leczyć. Co więcej, dodaje element „nieświadomości”, czyli komunikat, który w moim przypadku przełożył się na poczucie, że mogę sama powodować to, czego się boję, nawet o tym nie wiedząc i nie mogąc temu świadomie zapobiec.
Rezultat? Nasilenie ruminacji, poczucia winy, utrata poczucia sprawczości i znacznie większy lęk. Czyli dokładnie te objawy, z których lekarz miał mnie leczyć.
Równie kuriozalna była jego reakcja, kiedy zobaczył, jak silny lęk wywołał. Najpierw usłyszałam mniej więcej: „skoro się Pani tak boi, to wycofuję”. Jakby własną ocenę pacjenta można było odwołać dlatego, że pacjent się jej przestraszył. Później pojawiło się „mogę się mylić”. Dla mnie nie brzmiało to jak wycofanie wcześniejszej oceny, tylko wręcz jak jej podtrzymanie z zastrzeżeniem, że oczywiście może się mylić. Dopiero kiedy tego również nie kupiłam, zaczął zapewniać mnie, że jednak tak nie uważa i że wszystko jest w porządku. Tyle że skoro rzekomo wcale tak nie uważał i uważał, że wszystko jest w porządku, to dlaczego wcześniej powiedział mi wprost, że myśli coś dokładnie przeciwnego? Kolejne wersje jego stanowiska były dla mnie zwyczajnie niespójne.
Za to „leczenie” zapłaciłam łącznie kilka ciężko zarobionych tysięcy złotych, a w jego trakcie cena wizyt była dodatkowo znacząco podnoszona. Uważam za bezczelne, że za usługę kosztującą mnie tyle pieniędzy ostatecznie otrzymałam pogorszenie problemu, z którym się zgłosiłam. Lekarz pobierał wynagrodzenie — konsekwencje jego słów ponoszę ja.
Do tego w dokumentacji znalazłam rozpoznanie, którego podstaw do dziś nie rozumiem. Nie otrzymałam jasnego wyjaśnienia, na jakiej podstawie zostało postawione.
Kompletne zaprzeczenie celu, w jakim zgłosiłam się po profesjonalną pomoc: pogorszenie mojego stanu, ogrom lęku i kilka tysięcy złotych wydanych na leczenie. Mam wrażenie, że po stronie lekarza konsekwencji nie ma żadnych (i dla mnie to jest okropne). Za to po mojej są — i są paskudne.