Najdziwniejsza rekrutacja w której brałem udział.
Moja historia: Sama rozmowa odbywa się w biurze przy otwartych drzwiach, gdzie są inni pracownicy, także brak jest jakiejkolwiek swobody (przynajmniej dla mnie). Ponad półtorej godziny opowiadania o firmie (po co mi wiedzieć, że w Barcelonie wjazd na targi wygląda zupełnie inaczej niż w Mediolanie?). Na rozmowie zadano mi tylko jedno pytanie: od kiedy mógłbym zacząć, reszta jak rozumiem była kompletnie nieistotna. Kompletny brak zainteresowania (?)
Po rozmowie, na następny dzień dostałem informację (nie od szefa, a pracownika), że firma jest otwarta na współpracę i mam czekać na kontakt "w ciągu kilku najbliższych dni". Dogadujemy wszelkie szczegóły (start pracy, warunki zatrudnienia). Po kilku dniach po moim telefonie i pytaniu o brak kontaktu dowiaduję się, że "szef wraca z targów i odezwie się jutro".
Dopiero po dwóch dniach dostaję wiadomość sms z podziękowaniami za proces i informację, że firma nie jest zainteresowana! Po telefonie do firmy dostaję informację "szef miał dziś rozmowę z jakimś Panem i ostatecznie wybrał tego Pana".
W sumie to pragnę podziękować za brak zatrudnienia mnie po tym co dane mi było zobaczyć i usłyszeć (swobodne używanie przekleństw przez szefa na pierwszym spotkaniu rekrutacyjnym to wisienka na torcie, detale i poziom tych rozmów zostawię dla siebie, ale zostaną w pamięci na długo).