Praca w tej firmie zakrawa o przykry żart, który mógł być napisany przez Bareję, ale ostatecznie został odrzucony ze względu na zbyt duży poziom absurdu.
Na początku, brak merytorycznego wprowadzenia w wykonywane zadania, gdyby nie koledzy i koleżanki z pracy, "zarząd" nie pokusiłby się o wdrożenie nowego pracownika. Nie wiesz o co chodzi? Oni tym bardziej. Kiedy już odbierasz pierwsze telefony i rozwiązujesz zadania - wiadomo, potrzeba czasu na naukę pięciu różnych programów medycznych.
Na moje szczęście, przy pierwszych telefonach byłem wspierany przez dwie wykwalifikowane koleżanki, niestety, jedna z nich odeszła po miesiącu, druga wytrzymała jeszcze kilka miesięcy i też odeszła, podobnie jak wszystkie inne osoby, które w tym miejscu zrozumiały, że nawet najcięższą pracą nie jest się w stanie załatać dziury pod postacią braku przywództwa "zarządu" i podejmowania absurdalnych decyzji.
Natura pracy, jest taka, jak można się spodziewać po pracy ze środowiskiem medycznym, dzwonią lekarze, personel medyczny, a to nie może wystawić recepty, a to skierowania, a to inny problem natury technicznej, a to problem z rozliczeniem. I co? Bądź specjalistą w każdej dziedzinie, od IT, przez kwestie prawne, po rozliczenia z NFZ, musisz jeszcze szkolić lekarza, słuchać szkolenia online, albo wdrożyć nowego pracownika. Nie byłoby w tym nic złego, bo wszystkiego da się nauczyć, gdyby nie brak czasu, wsparcia z "góry" i niekończące się telefony. Masz zaplanowany cały dzień pracy? To fajnie, dostajesz informacje że za 5 minut musisz przeprowadzić szkolenie na drugim końcu miasta. Najbardziej rozbawiła mnie sytuacja, kiedy w pracy został nowy pracownik, sam, który pracował od miesiąca. Zerowe poszanowanie czasu prywatnego, to że kończysz pracę po godzinie 16, nie oznacza że to Twój czas wolny, na wszelki wypadek dostaniesz smska że u jednego z klientów występuje problem, tak na poprawę humoru po super dniu w pracy.
Przełożeni nie wiedzą kto się czym zajmuje, po odejściu pracownika, przez 3 miesiące nie byli w stanie przekazać informacji, kto przejmuje obowiązki, żeby później przypisać Ci błędy za które nie jesteś odpowiedzialny. Wielu klientów oczywiście zaczęło odchodzić, sytuacja robiła się niewesoła, co też odbiło się na premii (która de facto jest zależna od widzimisię "zarządu").
Kiedy już wszyscy pracownicy odchodzą, oprócz Ciebie zostaje jedna osoba która jest w okresie wdrażania, przejmujesz większość obowiązków, starasz się to jakoś wszystko ogarnąć, czujesz odpowiedzialność, stres, bo właśnie jest koniec roku, trzeba podomykać masę spraw dla klientów, i co? I pada świetny pomysł, że w sumie to idealny czas żeby zmienić u klientów program do połączenia zdalnego. 600 komputerów.
Chaos, brak decyzyjności, wieczne umniejszanie zasług, nikt nic nie wie, spora rotacja pracowników, brak jakiejkolwiek perspektywy rozwoju. Jak powiedział ktoś wybitny "Firmy zaczynają się na ludziach i kończą się na ludziach".