"Klaudia" poznaj mechanizm, który nie jest powszechny w dyskursach publicznych, choć i tak bardziej, niż jeszcze np. 10 lat temu, a który to mechanizm jest zagrożeniem dla bardzo wielu kobiet z chwiejnymi lojalnościowo ich partnerami, ojcami dzieci tych kobiet. Może to pomoże i tobie w ogólnym rozpoznawaniu mechanizmu, a widzę że zachęcasz mnie do udzielania ci odpowiedzi, i tym samym wyłożenia ci pewnych trudniejszych kwestii, które z racji twojej "anonimowości ze mną" nie są ci znane, bo nie miałaś okazji nigdy poznać ich z bezpośredniej mojej wypowiedzi, czyli z mojego solidnego wyjaśnienia mechanizmu krok po kroku w czasie, który był dla mnie samej dużo bardziej odpowiedni.
Wyobraź sobie więc bezradną ekonomicznie, logistycznie osobę, w starciu z osobą z pełnym powodzeniem w obu tych nadmienionych kwestiach. Wyobraź sobie starcie tych osób w batalii sądowej i co za tym idzie:
asymetria fimansowa i proceduralna potrafią całkowicie pogrążyć uboższą, i bezradną stronę, gdy dodatkowo dla tej słabszej strony najlepszą drogą proceduralną jest mediacja, której to mediacji ta strona silniejsza demonstracyjnie odmawia stronie słabszej (w sądach mediacja NIESTETY jest dobrowolna), gdy nawet utrata honoru przez stronę silniejszą, gdy odmawia mediacji, nie powstrzymuje strony silniejszej, bo liczy na swoją wyłączną korzyść procesową przeciwko stronie słabszej.
Załóżmy, że stroną silniejszą jest mężczyzna, a słabszą kobieta i zarazem matka ich wspólnego chorego dziecka, i mężczyzna ma prawnika, powtórzę że, i przed sądem, i w sądzie, odmawia mediacji, a dodatkowo w sądzie wizerunkowo ucieka w nową rodzinę, ekspresowo zawierając ślub w trakcie jej trwania, aby pozyskać przed sądem swoją rzekomą "stabilizację", a matka chorego dziecka jest finansowo, i logistycznie ograniczona w całodobowej opiece nad dzieckiem, a zatem jej sytuacja materialna jest na taką okoliczność dramatyczna (nie skupiam się tutaj na szczegółach, ale diabeł zawsze tkwi właśnie w nich - gdyby się na nich skupić, to nawet przy jakichś konkretnych "dochodach" słabszej strony, socjalnych i na dziecko, ta sytuacja nadal jest dramatyczna, ogółem marginalizująca możliwości rozwojowe, i dochodowe kobiety ograniczonej wyłącznie do sztywnej, jednej, jedynej możliwości wyłącznie na przetrwanie-realizowanie kryteriów wyłącznie przetrwaniowych, a nie rozwojowych, polepszających np. status życiowy), bo wiąże sie np. ściśle z cedowaniem na matkę całej logistyki opiekuńczej, a tym samym zabieraniu jej czasu osobistego na rozwój w innych sprawach życiowych, w tym zawodowych); i tutaj NIESTETY liczy się umiejętność liczenia na poziomie księgowości, aby pojąć realia życiowe i zrozumieć, w czym może tkwić problem takich ograniczeń, i z czym realnie może się życiowo mierzyć taka słabsza strona.
Wyobraź sobie więc, że silniejsza strona wykorzystuje bezradność słabszej strony do systemowego pogrążania opinii o niej, to jest:
manipulacja biedą, czyli brak funduszy matki na poprawę warunków życiowych, co może być odczytane przez sąd, jako gorsze warunki do opieki (może to skutkować tym, że opiekę przejmie mężczyzna z nową-ekspresową żoną... niejako na własne życzenie tej drugiej
z chwilą ślubu, z podejrzeniem, że to ona namawiała na batalię w sądzie swojego przyszłego męża, nie znając zagrożenia choćby dla siebie samej (załóżmy, że tutaj ta silniejsza strona nie została też pouczona przez swojego prawnika o mechanizmach sądowych co do powierzenia władzy i opieki ojcu z urzędu, a jak, i ojcu, to, i jego ekspresowej żonie, i z uwagi na jego osobiste deklarowanie swojej siły finansowej, i zarazem deklarowanie słabości finansowej matki jego dziecka... to taka strategia samozaorańcza dla tego mężczyzny finalnie nie po jego myśli, bo nie rozumie, że może otrzymać od sądu tzw. propozycję przejęcia w pełni opieki; załóżmy jednak, że do tego nie dochodzi - choć realnie to nawet i sama matka dziecka może przerzucić prawnie pełną swoją opiekę na ojca, i też zaskoczyć go obrotem spraw, którym on nie chce fizycznie sprostać, a tym bardziej jego ekspresowa-procesowa żona.
Silniejsza sądownie strona niby wykorzystuje swoje możliwości (profesjonalny zawód prawnika, który powołuje świadków wskazanych przez mężczyznę... w sumie jakichkolwiek, nawet i do opowiadania absurdów i niepotwierdzonych historyjek wyrwanych z kontekstu, bo lepsi tacy świadkowie, niż żadni), prawnik nie gubi się w biurokracji tak jak matka chorego dziecka - która zasadniczo nie ma nawet czasu na sąd i biurokrację z nim związaną, bo jest obłożona obowiązkami dnia codziennego.
Finalnie jednak tworzy to przed sądem fałszywe wrażenie, że rzekomo matka jest czemuś winna.
Mężczyzna manipuluje, że jest "nękaną ofiarą" (DARVO), a fakt porzucenia spraw z byłą partnerką ignoruje w całości (odmowa mediacji z jego strony wymownym dowodem).
Efekt to tylko fasada poprawności tego mężczyzny, który godzi się na wykluczenie ekonomiczne matki. Mówi się o takiej sytuacji: "wtórna wiktymizacja przez system".