Jako osoba z wieloletnim doświadczeniem w pracy opartej na pedagogice Montessori oraz nurtach bliskościowych, szedłem do tej placówki z wiarą, że edukacja może wyglądać inaczej - że podążanie za dzieckiem, szacunek i bezpieczna więź to fundamenty, na których buduje się codzienność. Przeżyłem ogromne rozczarowanie. Poza estetycznym wystrojem sal, który ma przyciągnąć rodziców, w tej szkole nie zgadza się absolutnie nic.
Największym dramatem tego miejsca jest stosunek (usunięte przez administratora) do dzieci. Komunikacja w duchu NVC (porozumienia bez przemocy) czy empatii po prostu tam nie istnieje. Wiele razy byłem świadkiem sytuacji, w których dzieci były zwoływane (usunięte przez administratora), szły tam zestresowane, ze łzami w oczach i fizycznym strachem. Co gorsza często starsze dzieci bywały pozostawiane same sobie – bez żadnego wsparcia, otoczenia opieką czy sprawdzenia, w jakim stanie emocjonalnym się znajdują.
Chaos organizacyjny bezpośrednio uderza w podstawowe potrzeby najmłodszych. Godziny posiłków były nieustannie zmieniane, przez co dzieci potrafiły przez cały dzień funkcjonować na głodzie i w przebodźcowaniu, by nagle o 14:30 zjadać obiad w pośpiechu, bo „trzeba zdążyć na basen”. Standardem były też sytuacje, w których uczniowie mogli zjeść posiłki dopiero kiedy dokończyły zadania – często całkowicie niejasno sformułowane, przez co maluchy po prostu nie wiedziały, czego się od nich oczekuje, i tkwiły w paraliżującym poczuciu bezradności.
Równie toksyczna atmosfera panuje w relacjach z kadrą. (usunięte przez administratora)wykazuje się dużą niestabilnością emocjonalną i organizacyjną, stale zmieniając ustalenia i plan działania. Regularnie dochodziło do sytuacji, w których po godzinach pracy narzucano nam niezapowiedziane, wielogodzinne spotkania, rzucając teksty w stylu: „Wyjdziecie stąd dopiero, jak wszystko omówimy”. Spotkania te były całkowicie bezowocne – nie służyły rozwiązywaniu problemów, lecz wyładowywaniu frustracji. Co więcej, (usunięte przez administratora)nagminnie wypierała się własnych słów i wcześniejszych ustaleń, twierdząc, że „nic takiego nigdy nie powiedziała”, co uniemożliwia jakąkolwiek transparentną współpracę. Przerwy w pracy nie istniały, trzeba było chować się w toalecie, żeby zjeść sobie kanapkę! Raz(usunięte przez administratora)powiedziała mi również, że potrzeby fizjologiczne są mniej ważne niż pomóc w zadaniach dzieci i muszę wytrzymać.
Drogi Nauczycielu, Drogi Rodzicu – jeśli zależy wam na zdrowiu psychicznym, poczuciu bezpieczeństwa i prawdziwym rozwoju dzieci, omijajcie tę placówkę szerokim łukiem. Zamiast szacunku i wsparcia, znajdziecie tu jedynie przemoc psychiczną, chaos i fasadowość, pod którą kryje się ogromna krzywda najmłodszych.