Rozmowa kwalifikacyjna: pani, bez kwalifikacji i podstawowych umiejętności rekrutacyjnych, sama nie wiedziała co tam robi. Jakby do prowadzenia rozmowy wzięli kogokolwiek - takie odczucie. Opowiedziała chwilę o firmie i to ja musiałem zadawać jej pytania. Myślałem się, że część rozmowy będzie w języku angielskim (w końcu praca spedytora często polega na kontaktach z klientami z zagranicy), a jedyne co, to pani zapytała: jak z angielskim? Odpowiedziałem: dobrze. I tyle. W każdym bądź razie, przyjęto mnie do pracy. Nie było nikogo, kto mógłby mnie na spokojnie wprowadzić we wszystko. W biurze panowała nerwowa atmosfera. Pracownicy szeptali między sobą w kuchni, żeby kierownictwo się nie dowiedziało. Mówili mi od początku, że jest ciężko i że atmosfera nie jest dobra. Jak dla mnie jakaś przytłaczająca. Ogólnie niby taka branża: trzeba umieć pracować pod presją, ale tutaj raczej chodziło o coś innego. Ludzie jacyś stłamszeni, nieszczęśliwi. Nie było podziału na transport morski, lądowy, lotniczy itp. Trzeba było zajmować się wszystkim. Nikt nie miał czasu pomagać nowym pracownikom, a było ich wielu. Plusem były benefity pozapłacowe. Raz w tygodniu lekcja języka w biurze. Szkoda, że nikt nie miał na to czasu. Potem było coraz gorzej. Brak wsparcia, nerwy, brak szacunku dla pracownika. Szczególnie pani kierowniczka biura spedycji wyżywała się na pracownikach i odnosiła się do nich bez szacunku. Potrafiła głośno zrugać pracownika (za którego pracę była odpowiedzialna, bo dopiero się przyuczał) za błąd, nie przebierając w słowach. Całe biuro słyszało, jak się do niego odnosiła chcąc go poniżyć. Dla mnie to niedopuszczalne, żeby dorosły człowiek, na stanowisku kierowniczym zachowywał się tak prostacko. Szkoda, że dopiero po czasie dowiedziałem się, że jest żoną jednego z prezesów. Stąd pozwalała sobie stanowczo na zbyt wiele. Pracownicy mi mówili, że zajmuje się tylko dbaniem o to czy w toaletach jest papier. Panie z księgowości pracowały często do wieczora. Spedytorzy również. Oczywiście nie było liczonych nadgodzin. Podejście: nie wyrobiłeś się to siedź do wieczora. Kierownictwo wychodziło równo o 16.00. Koleją sprawą była rotacja pracowników. Pracowałem kilka miesięcy, a w ciągu nich odeszło lub zostało zwolnionych wiele osób. Głównie dlatego, że nie pasowały pani kierownik. W dziale handlowym nie było lepiej. I tu niespodzianka! Kierowniczka biura jest córką prezesa. No niesamowite! Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że obie panie po prostu wykorzystywały koligację i nie potrafiły zachować się profesjonalnie. Rodzinne firmy to nic złego, ale ukrywanie tego jest żenujące. Jedynie agencja celna i księgowość miały fajną atmosferę mimo natłoku pracy. Zwolniłem się, bo nie chciałam marnować życia. Mam nadzieję, że trochę się tam poprawiło. Jeśli ktoś podpasuje kierownictwu i nie ma problemu z dużą ilością pracy to może da radę.