12 listopada wysłałem CV, aby ubiegać się o stanowisko księgowego. Po telefonie, w którym poinformowałem o możliwości rozpoczęcia pracy najwcześniej w styczniu oraz o przybyciu na rozmowę 17.11 bądź 18.11 po południu usłyszałem, że nie ma problemu, tylko firma za chwilę oddzwoni, ponieważ musi ustalić dokładny termin. Po godzinie i braku odzewu sam przedzwoniłem dopytać o termin rozmowy. Usłyszałem, że w sumie to zaproszenie jest nieaktualne, bo firma potrzebuje kogoś na już. No cóż...
Co ciekawe, 21 listopada ponownie otrzymałem telefon z tej firmy, z ponownym zaproszeniem na rozmowę. W celu upewnienia się, powtórzyłem przebieg poprzedniej rozmowy zaznaczając, że najwcześniej będę dostępny od 01.01.2026 r. Usłyszałem, że nie stanowi to problemu. Termin został ustalony na czwartkowy ranek. W pracy ustaliłem, że wezmę wolne, w pracy nadgoniłem zajęcia, aby niczego nie zostawić na powrót z wolnego, a inne rozmowy kwalifikacyjne ustawiłem na piątek.
Jakież moje było zdziwienie widząc w środę SMS'a o treści "Niestety musimy odwołać spotkanie".
Koniec. Żadnego telefonu, informacji o przyczynach odwołania, przeprosinach. Dostałeś informację? Ciesz się i zjeżdżaj.
Może i jestem człowiekiem naiwnym, ale chciałbym dożyć czasu, w których potencjalny pracodawca zacznie szanować osobę kandydata na pracownika, w szczególności mówiąc o czyimś czasie.
Ustawienie harmonogramu na najbliższe dni w celu bycia dostępnym w określonej porze to nie jest zawsze kwestia wyjścia, przyjścia i pójścia (patrz, mój przypadek).
Natomiast pracodawcy z Białegostoku, zgodnie z zasadą "ceny warszawskie, zarobki ruskie, standardy białoruskie" ma w głębokim poważaniu szacunek do drugiej osoby, bawiąc się podczas rekrutacji ludźmi jak szmacianą lalką.
W drugiej strony, jak myślę o tym, to może i dobrze, że nie dojdzie do spotkania, ponieważ jeśli na tym etapie dochodzi do przedmiotowego traktowania człowieka, to co dopiero działoby się po przyjęciu do pracy?
Chociaż znając życie, to pewnie w przeciągu miesiąca będzie trzecia próba zaproszenia na rozmowę...
Panu Pracodawcy życzę, aby dożył momentu, w którym posiadanie kultury osobistej przestało go intelektualnie przerastać.
Nie polecam, omijać szerokim łukiem.