Ciągle słyszeliśmy o nadchodzących zmianach w strukturze firmy, o osiąganiu celów sprzedażowych. Firma, która początkowo komunikowała brak przecen i promocji z powodu lokalnej produkcji i relatywnie niskiej marży, stała się firmą, która pod przykrywką różnego rodzaju “akcji” (Happy Hours, Archive Sale, 3 za 2 itp.) przemyca ogromne zniżki, które w rzeczywistości mają być wypchnięciem towaru do klienta. Przy rozdawaniu kart podarunkowych o wartości 50 i 100 zł z okazji otwarcia Mokotowa dostaliśmy oficjalną informację od (usunięte przez administratora) że mamy podchodzić z kartami podarunkowymi do klientek i dawać im je jeszcze przed dokonaniem zakupu (np. przy przymierzalniach), żeby zachęcić do pozostawienia pieniędzy w butiku. Nieustanne naciskanie na zysk i sprzedaż sprawiły, że ta marka przestała być przyjazna świadomym, zrównoważonym zakupom, co klientki (usunięte przez administratora) bardzo sobie chwaliły. Świadome, cudowne osoby pojawiające się w butikach, żeby posłuchać rad, porozmawiać i obejrzeć nowe projekty zostały jedynie pustym targetem sprzedażowym, a sposób traktowania klientek - kiedyś indywidualny i szczery - zmienia się w szablonowy i korporacyjny. Transparentność cen i produkcji pozostawia także wiele do zastanowienia. Akcja Relove, która obiecuje “naprawę drobnych usterek”, a rzeczy nie nadających się do naprawy - oddanie do recyklingu, jest największą hipokryzją marki i pokazuje doskonale, w jaki sposób są nakierowani na zysk. Ubrania, które klientki przynosiły do butików z drobnymi wadami (przetarcia, brak guzików, porwane szwy, zmechacenie, zabrudzenie) nie były naprawiane przez firmę - od razu trafiały na wieszak Relove (były jedynie prasowane). Stare modele sprzed kilku lat, które zalegały w magazynach miały być sukcesywnie wystawiane na wieszak i wypychane na sprzedaż. Cała akcja sprawiała wrażenie, że powstała jedynie w celu pozbycia się zalegającego stocku. Prawdziwa liczba ubrań, które klientki przynosiły do butików ze swojej prywatnej szafy, stanowiła naprawdę niewielki procent. Zespół stacjonarny często zgłaszał wady produktów, które pojawiły się na sklepie,(usunięte przez administratora)Po ostatecznej decyzji o wycofaniu, wracały znów - tym razem na Archive Sale w “obniżonej cenie” (nadal mieszczącej się w pokryciu kosztów produkcji) - z notatką o wadliwym materiale i brakiem możliwości zwrotu. Fatalna komunikacja z biurem, przepływ informacji, brak rzetelnych szkoleń nowych pracowników, brak regulaminów i procedur (np. do kart podarunkowych, które (usunięte przez administratora), sprawiały, że pracownicy nie czuli się pewnie w swoich codziennych obowiązkach. Sklepy stacjonarne i osoby tam pracujące były traktowane lekceważąco w porównaniu z biurem. (usunięte przez administratora) dzieliły się na biuro i butiki. Jako zespół stacjonarny nie byliśmy zapraszani na firmowe wigilie, a piękne nagrania z wzruszających, jednoczących zespół wydarzeń pokazywał jedynie zespół “biura” (usunięte przez administratora). To wszystko sprawiało, że praca w takiej atmosferze była po prostu przykra i niesprawiedliwa.
Piszę tę opinię anonimowo (a jestem przekonana, że może pojawić się argument o anonimowości), ponieważ (usunięte przez administratora) nie mam takiego zaplecza finansowego, aby w sytuacji konfrontacji, walczyć o swoje prawa. Zwyczajnie boję się, że zostanie to wykorzystane przeciwko mnie, mimo że opinia ta opiera się na doświadczeniu. Odpowiem od razu na prawdopodobny także argument o otwartości dyskusji - miała ona już miejsce, a wszelkie zażalenia i prośby były kierowane do odpowiednich osób, jednak bezskutecznie. Piszę tę opinię, ponieważ nie chcę, aby trwało milczenie na temat warunków pracy w tej firmie.