Chłop wchodzi do firmy jako AI Software Developer. Fullstack, agenci, architektury, integracje, wszystko ogarnia. Myśli: spoko, okres próbny, pokażę wartość, będzie normalnie.
Pierwsze spotkanie z CTO: gadka się klei, vibe jakbyście mieli razem budować Skyneta, tylko w wersji „zdrowie i dobro”. Ty opowiadasz o AI, o pipeline’ach, o tym jak to sensownie zapinać, CTO też brzmi jak człowiek. Ustalasz stawkę, jest git.
I wtedy wjeżdża próbne zadanie.
„Zrób agenta nieśmiertelności / długowieczności.”
Tak. Nie MVP, nie demo. Nieśmiertelność.
Wymagania: integracja z ulubioną apką zdrowotną prezesa chociaż ma 0,5% maret share (ma API, ale dostępów brak), integracja z aplikacją zdrowotną, analiza badań, wnioski, rekomendacje.
Czas: 20 godzin.
20 godzin, to ja mogę:
• postawić projekt,
• zrobić skeleton,
• zabezpieczyć auth,
• sklecić parser PDF-ów,
• zbudować sensowny prompt-flow,
• zrobić demo.
Ale nie: „agent długożywotności + integracje + produkcja + decyzje medyczne”.
No ale dobra, chłop jest ambitny. Robisz co możesz: skoro nie ma dostępu do danych z opaski, nie ma webhooków, nie ma serwera pod webhooki, nie ma nic, pytałeś już 3 razy — to robisz na dokumentach medycznych. Parsowanie, ekstrakcja, rozumowanie, porządek, pipeline. Składasz to w rozwiązanie, które przynajmniej ma sens na tym do czego jest dostęp.
I nagle:
„No fajnie, ale prezes chciałby to sprawdzić na produkcji.”
A żeby to wrzucić na produkcję… okazuje się, że jest jakaś ich platforma, o której NIKT ci wcześniej nie powiedział, i żeby się z nią spiąć, trzeba przerobić 2/3 kodu.
Czy miałeś o tym informację na starcie?
Nie.
Czy ktokolwiek przewidział, że „produkcyjna integracja” to osobny projekt?
XD.
Dorzucasz więc jeszcze parę godzin, bo jesteś profesjonalny, mimo że to już jedzie poza te magiczne „20 godzin”.
W międzyczasie prosisz po raz kolejny o dane z apki „Wupa” żeby w końcu zrobić integrację jak człowiek — ale dostajesz info, że… nie mają nawet gdzie hostować endpointu pod webhook, więc nie da się tego normalnie skonfigurować.
Czyli finalnie: masz robić system, którego fundamentem są dane, ale danych nie ma.
To trochę jakby kazali ci zrobić autopilota, ale bez dostępu do kierownicy i map.
I teraz najlepsze: (usunięte przez administratora) cię to, bo WIDZISZ jak to zrobić dobrze, tylko nikt nie daje czasu ani warunków. Więc żeby pokazać klasę, robisz jeszcze własną niezależną apkę do kolekcjonowania aktywności: agent + kalendarz + logowanie + potwierdzenie maila+ konta + nawet próbne płatności + RLSy + interfejs + tryb konwersacyjny TTS i STT z 11 labsem. Takie „patrzcie, jak wygląda realny system” może nie w 20h ale to jest to co potrafie, a nie powerpoint o nieśmiertelności.
I co słyszysz?
Że… nie jesteś wystarczająco kreatywny.
A prezes — chłop w stylu pirata (i spoko, piraci mieli fajne stylówy), tylko że ten piracki to ma najbardziej mindset:
„No co Ty, jakie konsultacje, wystarczy jak wrzucisz tam pare książek, długowieczność to jest proste, wszystko się sprowadza do .”
Czyli ty mówisz: „minimum kilka miesięcy konsultacji i iteracji, bo to zdrowie, dane w opór wrazliwe, ryzyko, odpowiedzialność, przechowywanie i przetwarzanie tego to bd sajgon”.
A on mówi: „XDDDD słodycze, kiedy to moge przetestować”.
I finał jak z mema:
„No fajnie, fajnie, ale w 20 godzin nie dowiozłeś problemu długowieczności, więc poszliśmy z innymi kandydatami.”
(usunięte przez administratora)
Największy ból (usunięte przez administratora)
Nie to, że zadanie było trudne.
Tylko że zmarnowali ci czas, karmiąc cię nadzieją, że to będzie normalna współpraca, po czym wyszło, że to jest:
• „okres próbny” jako tanie Januszowe R&D,
• wyciskanie PoC-ów do istniejącej platformy,
• brak dostępu do danych, brak środowiska, brak briefu,
• oczekiwania jak na półtora miesiąca pracy,
• a decyzja i tak zależy od prezesa, co jedzie do Afryki na miesiąc i „zobaczymy się w styczniu”.
• nie jesteś wystarczająco edżajl xd
Czyli rekrutacja w grudniu z narracją „szybko podpiszemy”, a potem:
„no w sumie to prezes goni antylopy, to wrócimy do tematu kiedyś.”
Najbardziej niepoważna firma z jaką z życiu współpracowałen: mentalność „januszowego pirata”, spotkania pasywno-agresywne, argumenty logiczne odbijają się jak piłeczka od ściany, a feedback jest traktowany jak bunt.
I tak kończy się historia, gdzie chłop pokazał, że potrafi zbudować system end-to-end, ale przegrał, bo nie zrobił nieśmiertelności w 20 godzin, bez danych i bez infrastruktury.
Absolutna beka.
I absolutnie największa beka, że to miało wyglądać jak praca, a wyszło jak darmowy sprint „dowieźcie nam kolejny moduł do platformy byle w 2,35 dnia rooczego”.