Świetny klub, wszakże nie do końca poważny skoro nie zweryfikował i trzyma w swoich szeregach takiego ananasa jak członek Marcin, prawdziwego chada biznesu, który nie wypłaca od miesięcy pieniędzy pracownikom i przed nimi ucieka, a za wszelkie próby komentarzy dyskredytujących jego wspaniałą renomę grozi sądem (chociaż nie oszukujmy się, w branży już dawno jest niekończącą się karuzelą śmiechu, widocznie każdy o tym wie, oprócz członków klubu, obudźcie się ludzie, serio). W związku z tym poniżej zamieszczam recenzje waszego reprezentanta jako przedsiębiorcy, żeby ludzie mieli świadomość z kim mają do czynienia. Wynik żenadometru pozostawiam wam.
Recenzja „Wielkiego Wizjonera”: Marcin, czyli jak zostać legendą biznesu (w pejoratywnym tego słowa znaczeniu)
Jeśli szukacie miejsca, gdzie ład korporacyjny zastąpiono radosną twórczością jednostki z przerośniętym ego, to lepiej trafić nie mogliście. Praca u pana Marcina G to nie jest zwykłe zajęcie – to prawdziwa szkoła przetrwania dla ludzi o stalowych nerwach i niestety, pustych portfelach.
1. Innowacyjny system finansowy premium
Nasz wielki „Chad biznesu” wprowadził autorski model gospodarki bezkasowej. Po co komu regularne przelewy, skoro można karmić się samą obecnością tak wybitnej jednostki? Brak wypłat od miesięcy to przecież nic innego jak nowy termin w branży - dyscyplina finansowa, mająca na celu nauczenie pracowników życia w duchu minimalizmu.
2. Zarządzanie przez ucieczkę
Marcin opanował relacje z pracownikami do perfekcji, stosując technikę znaną jako ,,Ghosting" :DD. Ucieczka przed pracownikami na korytarzu to świetny trening wydolnościowy, a ignorowanie telefonów to wyraz najwyższego poziomu skupienia i efektywności.
3. Specyficzne podejście do HR
Podejście do HR również wykracza poza nudne normy prawne. Zamiast standardowych szkoleń, młodsze pracownice mogły liczyć na „osobiste zaangażowanie” szefa. Jego serce jest tak wielkie jak jego mniemanie o sobie, choć niestety obie te rzeczy nie obejmują takich drobnostek jak kodeks pracy czy zwykła ludzka przyzwoitość.
4. Klub Przedsiębiorczości: Elitarne grono naiwnych?
Dopełnieniem tego cyrku jest fakt i wystrzeleniem naszego żenadometru w stratosferę jest fakt, że nasz bohater wciąż dumnie reprezentuje znany klub przedsiębiorców. To doprawdy fascynujące, jak wygląda tam proces weryfikacji, skoro w swoich szeregach promują postać, która z rzetelnością ma tyle wspólnego, co rekin z weganizmem. Panowie z klubu, wasza reputacja właśnie wykonuje efektowne salto w tył na beton.
5. Groźby prawne jako hobby
Wisienką na torcie jest straszenie sądami każdego, kto odważy się naruszyć ten wizerunek osobisty zbudowany na kłamstwie i narcyzmie. To urocze, że przy braku środków na pensje dla ludzi, zawsze znajdą się pieniądze na koszty procesowe, usuwanie opinii z goworka i grup branżowych oraz uczestnictwo w kp, byle tylko uciszyć śmiech branży. Spoiler, który był wcześniej: ten śmiech i tak już dawno niesie się echem po całym mieście.
Wniosek: Jeśli chcesz poczuć się jak statysta w filmie o upadku narcyza – polecam. W każdym innym przypadku: omijajcie tego amatora szerokim łukiem, zanim zostaniecie kolejną ofiarą jego „biznesowego geniuszu”.