Opowieść wigilijna, czyli jak powstawały legendy
Od lat można usłyszeć piękną historię o tym, jak (usunięte przez administratora) – niczym trzej muszkieterowie – zebrali świetny zespół i stworzyli wspaniałą firmę Ineo. Tyle że rzeczywistość wyglądała znacznie mniej kolorowo.
Już jeszcze za czasów pracy w Neuce można było dostrzec pewne cechy charakteru pana (usunięte przez administratora)Osoby, które pracowały tam dłużej, dobrze pamiętają, że wypłaty w ILC nie zawsze trafiały na konta w terminie. Dla wielu wyglądało to jak sposób na finansowanie działalności firmy kosztem pracowników.
Kiedy nadarzyła się okazja do odejścia z Neuki i stworzenia własnego biznesu, zrobił to bez większych skrupułów, nie z myślą o ludziach a z myślą o sobie - Był świadomy że Neuca ma go już dość. Do nowej firmy zaprosił przede wszystkim osoby, które – w jego ocenie – mogły przynieść największe zyski. Pozostali zostali pominięci.
Całość sprzedano pod hasłami rodzinnej firmy, wspólnego budowania przyszłości i braku sztywnej hierarchii. Przekaz był prosty: wszyscy razem stworzymy coś wielkiego i wszyscy na tym skorzystamy. Rzeczywistość okazała się jednak mniej optymistyczna. Wynagrodzenia były niższe, zdarzały się opóźnienia w wypłatach, a od pracowników oczekiwano zaangażowania wykraczającego daleko poza standardowy etat – wszystko w imię budowania „wspólnego dobra”.
W tym czasie firma zmagała się z problemami finansowymi. Jednocześnie zatrudniano kolejnych członków rodziny(usunięte przez administratora) a przez firmę przewinęło się również kilka charakterystycznych wątków, w tym(usunięte przez administratora) człowiek przedstawiany jako specjalista od wszystkiego, będący prawą ręką (usunięte przez administratora) Gdy pracownicy prosili o podwyżki, najczęściej słyszeli, że „to jeszcze nie ten moment”, a jeśli już coś otrzymywali, były to symboliczne kwoty.
Patrząc z perspektywy czasu, można odnieść wrażenie, że gdyby Neuca wcześniej stanowczo zareagowała na sposób działania pana (usunięte przez administratora)wiele późniejszych problemów nigdy by nie powstało.
Już podczas tworzenia Ineo było widać, że priorytetem jest budowanie pozycji wybranych osób i własnej marki. Warto, aby przyszli pracodawcy mieli świadomość, w jakich okolicznościach budowano niektóre kariery i jakim kosztem osiągano kolejne sukcesy.
Narracja o rodzinnej atmosferze okazała się w dużej mierze mitem. W praktyce była to przede wszystkim firma rodziny Miśniakiewicz. Do dziś pozostaje przy niej kilka osób, które – być może z braku wiary we własne możliwości na rynku pracy – nadal wiążą z nią swoją przyszłość.
Kosztem zebrania około pięćdziesięciu osób i sprzedania im wizji wspólnego budowania imperium udało się stworzyć przedsiębiorstwo, które przez długi czas funkcjonowało głównie dzięki zaangażowaniu(usunięte przez administratora) i zwykłych pracowników. Bywały nawet sytuacje, gdy organizowano składki na wspólne śniadania, żeby ograniczać koszty.
Z biegiem lat niewiele się zmieniło. Mechanizm opóźniania płatności oraz przerzucania kosztów na innych wydaje się funkcjonować do dziś. Sprawia to wrażenie próby utrzymania firmy tak długo, jak tylko będzie to możliwe, niezależnie od konsekwencji dla pracowników.
W trudnej sytuacji znajdują się również firmy korzystające z rozwijanego przez lata oprogramowania. Można odnieść wrażenie, że najpierw budowano ich zależność od tego rozwiązania, a później wykorzystywano tę przewagę. Co ciekawe, korzenie tego oprogramowania sięgają jeszcze czasów ILC w strukturach Neuki.
Najbardziej zagadkową postacią pozostaje dla mnie pan (usunięte przez administratora) Mimo deklarowanych wartości i silnego przywiązania do postawy chrześcijańskiej przez długi czas pozostawał biernym obserwatorem całego procesu.
Mam nadzieję, że ta historia skłoni do refleksji. Jeśli kiedykolwiek będziecie rozważać współpracę z którymkolwiek z bohaterów tej opowieści, warto dokładnie przeanalizować wszystkie okoliczności i wyciągnąć własne wnioski. Biznes buduje się z ludźmi, a nie ich kosztem.
Moim zdaniem sprawą tej firmy odpowiednie instytucje powinny zainteresować się już dawno temu. Niestety wiele działań sprawia wrażenie prowadzonych (usunięte przez administratora) co utrudnia wyciąganie jednoznacznych konsekwencji.
Historii i sytuacji, które zapadły mi w pamięć, jest znacznie więcej. Nie wszystkie nadają się do publicznego opisywania. Osoby, które pracowały jeszcze w czasach ILC, prawdopodobnie wiedzą, o czym mówię.
Do dziś pamiętam jedno ze świątecznych spotkań firmowych i słowa, które – jeśli dobrze je pamiętam – padły wtedy w żartobliwym tonie: „Plusem naszej firmy jest to, że nie zwalniamy."
Zapomniał dodać - Minusem jest to, że (usunięte przez administratora)