Najgorsza rekrutacja i rozmowa kwalifikacyjna, jaką miałam. Najpierw dostaję maila od pośrednika, który niczego nie wie na temat stanowiska, gdzie zadawałam proste pytania, które każda szanująca się firma ma w swoich programach. Potem spotkanie z kobietą z HR, która przy zadaniu prostych pytań odpowiada słowami ,,nie wiem'' lub ,,to zależy''. Firma nie ma żadnej konkretnej struktury, programy nie działają - słowa Pani z HR. Pani z HR każe zapoznać się z historią firmy i produktami ze strony, bo jeśli to nie jest zgodne z nami, to nie ma sensu iść dalej i że trzeba znać produkty już później na ostatnim etapie rozmowy z szefem (myślałam, że poznawanie produktów i katalogów jest na szkoleniu, ale jak widać nie). Okazuje się też, że szkolenie jest w siedzibie firmy w Warszawie, oczywiście firma nie płaci ani za transport, ani za nocleg. Pięć dni roboczych, dramat. Potem kiedy łaskawie moja aplikacja przeszła dalej, miałam rozmowę z szefem. Była to najgorsza rozmowa kwalifikacyjna jaką miałam. Facet totalnie nie interesował się tym, co mówię, był obojętny, miał minę jakby siedział tam za karę, a to przecież szef. Myślę, że gdybym zaczęła mu opowiadać historię o Kubusiu Puchatku, to i tak by się nie zorientował. Po dwóch tygodniach dostałam łaskawie maila od pośrednika o treści: ,,Niestety, po analizie wszystkich zgłoszeń, nasz klient zdecydował się kontynuować rozmowy z kandydatami posiadającymi doświadczenie zdobyte w firmach konkurencyjnych. Jest to wynik aktualnych potrzeb biznesowych i profilu poszukiwanej osoby.'' Co ciekawe, ani pani z HR, ani ten pan wcześniej nie powiedzieli, że firma szuka osób, które pracowały w firmach konkurencyjnych, tylko zależało im stricte na umiejętnościach ds. obsługi klienta niemieckojęzycznego. Stawka też śmiesznie niska, bo chyba 5/6k brutto, już nie pamiętam. Absolutnie odradzam! d r a m a t