Zaczynając, pracowałam na jednym z lokalów pasibusa przez prawie 3 lata i moją relacja z tą pracą była love-hate. Zaczynając, na mojej lokalizacji jeśli chodzi o relacje z współpracownikami oraz z menadżerem były fajne, można było się pośmiać i fajna atmosfera na zmianie, niektórzy klienci też wspaniali (ale niektórzy). Oczywiście wiadomo, są różne osoby, z niektórymi lubiłam się bardziej z niektórymi mniej.
Prace rozpoczyna się zmianami na których uczysz się co jak działa, uczysz się składów i innych takich. I nie zgodzę się z niektórymi osobami że to chore uczyć się całego menu, ponieważ trzeba wiedzieć co tam jest by je sprawnie opisywać (jak się jest na kasie)/ robić (jak się jest na kuchni).
Miałam przyjemność być kierownikiem baru a potem kierownikiem dwuobszarowym, więc także znałam więcej procedur.
A teraz zacznijmy jak wygląda dzień około 8 godzin:
- Wchodzisz na stanowisko godzinę przed otworzeniem lokalu
- słyszysz że ktoś czegoś znowu coś nie zrobił więc przy całym towarowaniu że ktoś ostatnio czegoś nie zrobił/nie przygotował.
-wzdychasz bo wiesz że jeśli nie jesteś kierownikiem na zmianie to TY będziesz musiał odpiedzielić czarną robotę kogoś kto jej nie wykona i nie dostanie żadnych konsekwencji bo jest na zleceniu.
- przez godzinę latasz od chłodni na stanowisko pracy, do mroźni i na stanowisko pracy bo masz godzinę na zatowarowanie, i musisz targać zgrzewki kilogramowych rzeczy.
- podczas chodzenia widzisz przez szparę drzwi biura że kierownik zmiany siedzi sobie na telefonie/robi drobne prace na laptopie pociągając epapierosa kiedy ty ledwo łapiesz oddech przy przenoszeniu rzeczy.
- po 40 minutach targania rzeczy kazano ci byś wydrukował naklejki sato (z terminami przydatności produktów) pomimo że wiesz że niektóre produkty miały już wymieniane te naklejki wczoraj pewnie 3 razy.
- zostało 10 minut do otwarcia restauracji, chcesz iść na szybką przerwę lub na papierosa bo jesteś zmachany? Nienienie, zawsze sie znajdzie jakiś side quest kiedy osoba która ci to powiedziała dołączyła do kierownika zmiany i się śmieją i siedzą razem.
- wybiła godzina otwarcia, jesteś sam na stanowisku pracy, bo druga osoba jest ci niepotrzebna bo to tylko otwarcie.
- wlatuje 5 zamówień z delivery wraz z otwarciem, słyszysz tylko cyndzenie z 5 tabletów na barze które nie chcą przestać.
- Nie jest akceptowalne by zaakceptować 5 zamówień na raz bo liczy się czas w jakim wykonasz zamówienie by mieścić się w czasie centrali, więc naginacie czasy, zaczynasz wcześniej przygotowywać zamówienia by miały jak najkrótszy czas realizacji, przedłużacie w delivery czas odbioru zamówienia.
- o pocie czoła robisz pierwsze zamówienia
- zabrakło frytek, nie możesz zejść, jesteś jedyny na stanowisku
- dzwonisz do drugiej osoby ze zmiany by przyniosła frytki
- nie odbiera, jest zbyt zajęta oglądaniem tiktoka i paleniem w biurze.
- biegniesz po frytki, i zostajesz zjechany za złe zatowarowanie
- przychodzą klienci stacjonarnie, i zamawiają, pamiętaj, ich zamówienia są priorytetowe
- zostawiasz zamówienia z delivery pod lampą i robisz stacjonarne
- jest ci już gorąco przez lampy i grilla na kuchni
- zaczynasz robić w pocie czoła zamówienie by nie przekroczyło 4 minut (sam)
- zrobiłeś z opóźnieniem ale się wyrobiłeś
- zaczynasz robić znów delivery
- słyszysz jak twoja koleżanka z baru znów próbuje się dogadać z kurierem ponieważ nic nie rozumie po polsku a zamówienie jest gotowe
- słyszysz jak kurier się denerwuje, i tak to najlepszy scenariusz bo niektórzy krzyczą
*pare spokojnych godzin mniej więcej tak spędzonych*
- jest czas kiedy pierwsi ludzie wychodzą z pracy, zaczyna się ruch.
- na kuchni masz teraz jeszcze 2 inne osoby, olewają cię ponieważ aż tak się z tobą nie przyjaźnią
- czas kds jest jeszcze do przeżycia, ale zaczynacie wcześniej odznaczać zamówienia by skrócić średnią czasu by lokal mógł się zaliczać do premi, ale czy ty ją dostaniesz? Oczywiście że nie, to jest tylko dla menadżera i dla wybranych pracowników którzy są kierownikami minimum, ty jesteś pracownikiem 1 stopnia, czyli tzw robakiem.
- w pocie czoła (przez gorąc) robisz jak najszybciej zamówienia
- patrzysz na koleżankę z baru, która jest na nogach ciągle prowadzącą tzw rozmowę sprzedażową, widzisz że zaczyna się opierać o wszystko co może, bo na barze jest zakaz siadania gdziekolwiek bo przecież musi to wyglądać profesjonalnie, to nie tak że to fast food. Wiesz że ma problemy z kolanami i nawet przez to nie ma żadnych udogodnień.
- zaczyna rozbrzmiewać głośna muzyka na kuchni, to czas, stwierdzili że chcą posłuchać muzyki. Czujesz jak muzyka z przekleństwami zaczyna rozdzierać ci benbenki uszne, spoko, jeszcze kilka godzin.
- chcesz pójść na przerwę, nie możesz, menadżer cie nie zamieni bo teraz ma sprawy a kuchnia powoli pęka w szwach, zaczyna się stres na kuchni.
* po godzinie możesz pójść na przerwę*
- idziesz do biura zjeść, ale by zjeść w swojej restauracji musisz zapłacić 35% całkowitej ceny.
Reszta w drugim komentarzu