Nie polecam nikomu pracy w tej firmie. Pojawiło się tu wiele zarzutów, ale najważniejszy jakoś nie został nazwany - mobbing. O ile szefostwo z zagranicy było w porządku, o tyle miejscowe kierownictwo w osobach pana M. i pani A. dopuszczało się wszelkich możliwych metod psychicznego znęcania się nad pracownikami:
- poganianie pracowników w stylu godnym kołchozu, przy wykorzystaniu krzyków i wyzwisk. Jeżeli komukolwiek coś nie wyszło, od razu wchodziły personalne wycieczki z publicznym poniżaniem. W momencie gdy pani A. popełniała takie same błędy oczywiście nic się nie stało i wszystko grało.
- zmuszanie ludzi do siedzenia za darmo po godzinach. Argument - dobro firmy. Jedna dziewczyna tak dała się zrobić, że przepracowała ok. 80 godzin bez wynagrodzenia, wliczając w to czas poświęcony w soboty i niedziele, do późnych nocy. W ramach nagrody dostała potężny opiernicz od pani A. (z doprowadzeniem do łez), kiedy przy jakiejś sytuacji z podpunktu pierwszego powiedziała na głos, że ma dosyć takiego traktowania.
- znęcanie się z wymyślonych powodów, lub w sytuacjach zupełnie niestosownych - w pewnym momencie wymyślono sobie że cała załoga ma wyrobić paszporty (zostało luźno rzucone hasło że może kiedyś będziemy robić wymiany między innymi oddziałami firmy za granicą), temat nie został formalnie ogłoszony, co nie przeszkadzało panu M. wyjechać z tekstem że jak tak się zachowujemy, to on ma nas w d***e. Oczywiście nie byłoby nawet kiedy powyrabiać tych paszportów, bo cały czas byliśmy gonieni do pracy, i jak kogoś nie było jeden dzień z powodu choroby, to juz były telefony. Z tym też wiąże się ciekawa historia (patrz niżej)
- jeden chłopak trafił do szpitala, przekazał jaka jest sytuacja przez jednego ze starszych pracowników i wydawałoby się że wszystko jest w porządku. Nie było. Jak tylko wrócił, na dzień dobry został zaciągnięty przez p. Michała i Anię na specjalną rozmowę, gdzie został zbluzgany od góry do dołu, że jak on śmiał nie dać im znać (osobiście), tylko oni muszą się dowiadywać od osób trzecich co się z nim dzieje (sic!) - z pewnością leżąc nieprzytomnym w szpitalu miał wiele okazji żeby do nich wydzwaniać... Facet miał dość szacunku do siebie, i na drugi dzień przyszedł tylko złożyć wypowiedzenie, i tyle go widzieli. Tydzień później m.in. pod wpływem tego wydarzenia odeszła inna koleżanka, która też miała dość tego domu wariatów. Smaczku dodaje fakt że ta para pracowników była jednymi z najlepszych ludzi jakimi dysponowali, ich odejście mocno odbiło się na produkcji. Państwo M. i A. byli zdziwieni ich odejściem, i nie bardzo mogli zrozumieć co to właściwie się stało.
- napastowanie seksualne. W postaci napalonego, obleśnego typka B., jednego z weteranów (koleżków kierownictwa). Facet miał w zwyczaju osaczać każdą nową koleżankę, bezczelnie zaglądać w dekolt kiedy pracowały, pod pozorem "dawania wskazówek" (choć jak ktoś faktycznie coś od niego chciał, to w praktyce i tak był odsyłany do bardziej doświadczonych pracowników). Ciągle sadził dwuznaczne aluzje, a jedną z dziewczyn nawet obłapiał za tyłek. Całkowity brak reakcji kierownictwa na jego harce, można nawet było odnieść wrażenie że szefową A. to bawiło.
- zmuszanie pracowników do wykonywania obowiązków sprzątaczki. Można się zgodzić że w małym biurze gdzie pracują 3-4 osoby każdy sprząta na zmianę, i nikomu od tego korona z głowy nie spadnie. Ale mycie naczyń, podłóg, sprzątanie toalet po 40 osobach (!) to już chyba lekka przesada. Przez półtora roku nie dorobili się sprzątaczki, bo szefowa wpadła na genialny pomysł że szeregowi pracownicy mają dużo niższą stawkę godzinową, więc niech oni to robią (a najlepiej po godzinach, za friko). Oczywiście ustanowiono system zmianowy, i kierownictwo również miało sprzątać, ale jakoś przypadkiem pani A. często gdzieś znikała lub zapominała kiedy była jej kolej. Pan M. w ogóle nie był ujęty w tym grafiku (za przeproszeniem, ale on też korzystał z toalet. Za to bardzo głośno miał pretensje jak inni nie chcieli sprzątać). Ot, taki mały przykład hipokryzji kierownictwa.
- hipokryzja i zakłamanie kierowników szły w parze z ich brakiem empatii i szacunku do ludzi. Hitem było też lekceważenie BHP i przepisów sanitarnych (brak systemu wentylacji, przy pracy z toksycznymi lotnymi substancjami, wszędzie szwendający się pies kierownictwa, gdzie część ludzi była alergikami). O ile nie mieli żadnego problemu żeby jeździć po "grzecznych" ludziach jak po burej suce, o tyle mieli bardzo dużego stracha przed zwolnieniem jednego pracownika, który unikał jakiejkolwiek pracy, przeszkadzał w wykonywaniu obowiązków innym ludziom i żeby było ciekawiej, szefostwo podejrzewało go, że wynosił rzeczy z firmy. Argumentem było, ze to taki typ człowieka, który po zwolnieniu najprawdopodobniej doniósłby na nich do Państwowej Inspekcji Pracy, BHP i czego tam się da. Wpadli więc na genialny plan, że zaczną uprzykrzać mu życie, aż sam się zwolni (bo po złym traktowaniu na pewno nie złoży donosu). Po prostu absurd...