Pozwolę sobie wypowiedzieć się na temat firmy, w której pracowałem przez ponad rok.
Jeżeli chodzi o kierowców, system pracy jest dwuzmianowy. Jeżeli trafisz na fajnego i kumatego zmiennika, takiego jak miałem ja, to praca układa się naprawdę dobrze, a zarobki są adekwatne do liczby przepracowanych godzin.
Natomiast jeżeli chodzi o dział kierowniczy, a konkretnie o koordynatora transportu, którym jest Adrian H., mogę powiedzieć jedno: porażka!
Jeden z dyspozytorów, Rafał J., jest – w mojej ocenie – jego największym sprzymierzeńcem i osobą, która regularnie przekazuje mu informacje dotyczące kierowców. Od pierwszego dnia pracy miał do mnie pretensje praktycznie o wszystko.
Przy biurku był bardzo pewny siebie, natomiast kiedy przyszło do wyjaśnienia sytuacji w cztery oczy, na firmowym parkingu, pod kamerami, sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej. Ostatecznie poszedł ze skargą do Adriana, który – zamiast doprowadzić do bezpośredniej rozmowy i konfrontacji obu stron – uwierzył w przedstawioną mu wersję wydarzeń. Nie było żadnej rozmowy pomiędzy nami trzema ani próby wyjaśnienia całej sytuacji.
W konsekwencji moja umowa nie została przedłużona.
Podczas rozmowy z Adrianem usłyszałem jedynie, że nie może pozwolić na kolejne sytuacje, w których kierowca – jego zdaniem – nie wykonuje poleceń przełożonych. Odebrałem to w ten sposób, że kierowca w tej firmie ma przede wszystkim wykonywać swoją pracę i nie dyskutować, nawet jeśli uważa, że przełożony nie ma racji. Dla mnie jest to nie do zaakceptowania.
Widząc, że rozmowa z Adrianem nie przynosi żadnych rezultatów, zadzwoniłem do kierownika transportu i przedstawiłem mu całą sytuację. Usłyszałem odpowiedź: „Czy zostanie zabrana panu premia albo czy umowa zostanie przedłużona, zależy od Adriana”.
Następnie skontaktowałem się z dyrektorem i również przedstawiłem mu całą sytuację. Po naszej rozmowie dyrektor powiedział mi, żebym poszedł do Adriana i porozmawiał z nim o przedłużeniu mojej umowy.Niestety, Adrian postanowił postawić na swoim, mimo że – jak wynikało z moich rozmów – kierownik oraz dyrektor mieli inne zdaniew tej sprawie.
Podczas kolejnej rozmowy usłyszałem od Adriana, że kierownik to były wojskowy, „trep” tobie jak i mi powiedział co innego… oraz że skoro zadzwoniłem z tą sprawą do dyrektora, to tym bardziej umowy mi nie przedłuży. KORDYNATOR PAN ŻYCIA I ŚMIERCI …
Dla mnie była to sytuacja kompletnie niezrozumiała. Zamiast próby rozwiązania problemu i normalnej rozmowy między pracownikiem a przełożonym, miałem wrażenie, że odpowiedzialność za decyzję była po prostu przerzucana z jednej osoby na drugą.
I tutaj właśnie chciałbym zakończyć swoją opinię, ponieważ dalszy ciąg tej historii pokazuje, jak w mojej ocenie wygląda komunikacja i podejmowanie decyzji w tej firmie.