Zdecydowanie odradzam udział w procesie rekrutacyjnym w Vidicom każdemu, kto szanuje swój czas i oczekuje choćby minimalnego profesjonalizmu.
Już po pierwszej rozmowie telefonicznej usłyszałem, że na kolejnym etapie zostaną przedstawione wstępne warunki współpracy. Następnie odbyły się kolejne rozmowy telefoniczne oraz spotkanie na żywo. Mimo kilku etapów rekrutacji i wielu poświęconych godzin firma nadal nie była w stanie przedstawić żadnych konkretów dotyczących stanowiska, wynagrodzenia czy realnych warunków współpracy.
Samo spotkanie na żywo również pozostawiło bardzo słabe wrażenie. Jeden z właścicieli był tak skupiony na sobie i swoich opowieściach, że momentami trudno było dojść do słowa. Rozmowa bardziej przypominała słuchanie monologu i budowania własnego wizerunku niż profesjonalną rekrutację oraz próbę poznania kandydata.
Po spotkaniu ponownie usłyszałem zapewnienie, że tym razem zostanie przygotowana konkretna propozycja współpracy. Po czasie właściciel zadzwonił jednak tylko po to, aby poinformować, że rozmowę trzeba przełożyć, bo nie zdążył się przygotować.
Zamiast wrócić z obiecanymi informacjami, zaproponowano kolejne spotkanie — tym razem z drugim właścicielem firmy. Wtedy zwróciłem uwagę, że od początku procesu wielokrotnie umawialiśmy się na przedstawienie choćby wstępnych warunków współpracy, które nigdy nie zostały przekazane, a proces zaczyna wyglądać jak niekończąca się seria rozmów bez żadnych konkretów.
Po tej rozmowie kontakt całkowicie się urwał — bez decyzji, bez feedbacku i bez zwykłego zakończenia procesu rekrutacyjnego.
Całość wyglądała jak chaos organizacyjny połączony z kompletnym brakiem szacunku do czasu kandydata. Jeśli firma już na etapie rekrutacji nie potrafi zachować podstawowych standardów komunikacji i organizacji, to trudno oczekiwać, że późniejsza współpraca wygląda lepiej.