Moja rozmowa miala miejsce kilka lat temu - w 2010r. Rozmowa rekrutacyjna odbyla sie we Wroclawiu w prywatnym mieszkaniu tego Pana(sic!). Potwierdzam, Pan Robert nieciekawie wypowiadal sie o bylych pracownikach, to bylo wrecz niesmaczne.
Bardzo zalezalo mi, zeby zaczac pracowac, wiec mimo wszystko do konca utrzymywalam, ze jestem zainteresowana wspolpraca.
Umowilismy sie, ze w kolejnym tygodniu zadzwonie do Pana Roberta zapytac o wyniki rekrutacji...bardzo zly znak! Wtedy nie mialam pojecia, teraz natomiast juz wiem, ze takie zachowanie nigdy dobrze nie wrozy! Jesli pracodawca kaze sie dowiadywac, zamiast samemu informowac wybrane osoby o zakonczonej rekrutacji, to swiadczy jak malo mu zalezy, bo desperaci i tak beda sie dobijac drzwiami i oknami...
Zadzwonilam w umowiony dzien o ustalonej godzinie. P. Robert odrzucil polaczenie, co uznalam za znak ze jest zajety. Zadzwonilam kolejny raz po godzinie czy dwuch, odebral i krzyknal na mnie ze jestem (usunięte przez administratora) ze sie tak do niego dobijam i rzucil sluchawka! Uwaga, zadzwonilam 2 razy!!!
Z perspektywy czasu widze, ze dobrze sie stalo, chociaz wtedy bylam oczywiscie zalamana.
Moje doswiadczenia nie sa rozlegle, ale ze swej strony serdecznie nie polecam.