Praca chaotyczna, nikt nad niczym nie panuje. Dostajesz stanowisko i pensję asystenta, a pracujesz jako projektant. Bez względu na to czy projektujesz, skanujesz dokumentację czy ogarniasz projekty. Praktycznie przez większość czasu będziesz asystentem projektanta. Projektanta z uprawnieniami na oczy zobaczysz maksymalnie raz w roku na firmowej imprezie. Wymuszają podejmowania decyzji spoza twojego zakresu obowiązków (którego prawdopodobnie i tak nigdy na oczy nie zobaczysz) jednocześnie mówiąc ci, że nie masz żadnej decyzyjności i za ich decyzje nie odpowiadasz. Dopóki idzie wszystko w miarę ok. Potem to ty świecisz oczami przed inwestorem, urzędem i podwykonawcą. I zbierasz cięgi, bo przecież to wszystko twoja wina. Dział pracujący w terenie organizację swojego następnego dnia potrafi poznać po południu, bo nie ma czegoś takiego jak planowanie wyjazdów. Po prostu nagle ktoś orientuje się, że trzeba pojechać i to już, bo to już dawno po terminie. Harmonogramy na starcie spalone, bo terminów w nich założonych nikt nie jest w stanie dotrzymać. Wygrywane przetargi, których nikt inny nie chce a i tak nikt nie potrafi zawalczyć o jakiekolwiek benefity dla firmy - na przykład zmianę nierealnego już na etapie planowania harmonogramu. Ale "zrobi się aneks" jest odpowiedzią na wszystko. Dopóki się nie okazuje, że inwestor aneksu nie da i straszy karami. Wtedy siedzisz godzinami w firmie i maks, na co możesz liczyć to odebranie sobie tego na świętego nigdy. Bo zaraz potem wpadnie jakiś inny termin na już i koniec końców tego nie ma nawet kiedy odebrać. Kiedyś premie roczne, potem premie roczne dla wybranych (oficjalnie oczywiście nikt nikomu) teraz w przypływie szaleństwa czekolada na prezent. Nikt z nikim wewnątrz nie potrafi gadać, każdy zrzuca obowiązki na kogoś innego, a finalnie najbardziej obciążeni są ci najniżej. Awanse tylko ze specjalnych względów, często nie poparte żadnym doświadczeniem czy umiejętnościami, a odpowiednimi znajomościami. Sprzęt do pracy woła o pomstę do nieba, flota woła o pomstę do nieba. Doproszenie się o coś graniczy z cudem. Piękne nowe biuro, ale standard coraz niżej, bo firma wykonawcza która ledwo przedzie nie będzie się dokładać do lepszego (usunięte przez administratora). Zależności pomiędzy spółkami wśród członków zarządu to już w ogóle osobny temat. Czasem rekrutują do jednej, umowę dostajesz do innej. Bo tu sp. z o.o. tam komandytowa a tam to w ogóle też z o.o. ale jedna czy dwie literki z nazwie inne. Lub dodane nazwisko. Jakby to rozrysować to Gmoch by się schematów nie powstydził. Kreatywna księgowość. Przepływ finansów między wykonawstwem a projektem to już zupełnie inna baka, ale biorąc pod uwagę aktualne "kontrowersję" wokół firmy wykonawczej i projektową czeka rewolucja. Czy polecam? Jeśli ktoś ma skłonności masochistyczne, lubi po nocach rozmyślać, co się spieprzy jutro w robocie albo za co dostanie opiernicz, siedzieć w robocie kosztem własnego życia żeby wybrnąć z sytuacji bez wyjścia, a na koniec dostać opierdziel za to, że robiłeś ten rysunek i tak za długo, to polecam serdecznie.
Z pozytywów - większość pracowników "niższego szczebla" jest naprawdę sympatyczna i wyrozumiała.