mr15.12.2015 11:42
Inne
Z głębokim przekonaniem nie polecam i przestrzegam przed usługami stolarskimi oferowanymi przez Krzysztofa Mirochę z Czeluśnicy (gmina Tarnowiec).
25 maja br. została zamówiona usługa na wykonanie drewnianych balustrad na 2 balkony oraz ich zadaszenia. Termin zakończenia prac został pisemnie wyznaczony na dzień 20 lipca 2015, a także ze strony wykonawcy padło ustne zapewnienie o dotrzymaniu tego terminu. Ponadto pobrano zaliczkę w wysokości 50% całego zamówienia (!).
Termin oczywiście nie został dotrzymany i nie mówię tutaj o małym opóźnieniu, a o rażącej zwłoce, ponieważ prace zakończono 23 października.
Jeśli chodzi o charakter pana Mirochy, to jest to człowiek, który ma bardzo lekceważące podejście do klienta. Notorycznie nie odbiera telefonów, jak również nie oddzwania, a jego standardowym wytłumaczeniem jest to, że właśnie pracuje na dachu. Aby się z nim skontaktować, trzeba było dzwonić z obcych dla niego numerów - takie połączenia odbierał bez wahania, ponieważ zapewne był przekonany, że dzwoni nowy klient z nowym zleceniem. Wówczas prace na dachu nie były przeszkodą, aby znaleźć telefon w kieszeni i wcisnąć zieloną słuchawkę.
Ponadto pan Krzysztof Mirocha jest bardzo niesłowny: ciągle przekładał termin pomiarów oraz rozpoczęcia prac. Na umówiony termin, kiedy miał prace już rozpocząć lub je kontynuować, spóźniał się po kilka godzin. Najczęściej nie pojawiał się w ogóle, musiało upłynąć kilka dni, aby wznowił prace. Dwoma bardzo ważnymi powodami, dla których prace również nie mogły być rozpoczęte to: 1 - imieniny, które obchodził 25 lipca (bo zapewne świętował już od rana) oraz 2 - odpust w swojej parafii.
Pierwszy dzień prac wyglądał następująco: przywiezienie materiałów oraz ich rozładowanie, co trwało 26 minut i limit prac na ten dzień został wyczerpany. System pracy w kolejnych dniach był następujący: odbębnienie kilku godzin (stworzenie złudzenia i atmosfery posuwającej się roboty), a później następowała co najmnie