Na stanowisku fizjoterapeuty pracowałem w tej pseudo placówce opiekuńczo-leczniczej przez 1.5 roku. Praca w tej firmie była dla mnie bardzo obciążająca fizycznie i psychicznie. Niestety, mimo zaangażowania i starań dominowało poczucie frustracji i wypalenia.
Codzienna praca wiązała się z dużym wysiłkiem fizycznym – dźwiganie pacjentów, w tym wielu leżących, często pionizowanych na siłę, bez rzeczywistego uzasadnienia terapeutycznego, a nawet wbrew dobru pacjenta. Do obowiązków fizjoterapeuty należały także czynności typowe dla opiekuna: ubieranie, czesanie, ścielenie łóżek, wysadzanie z łóżka na wózek. To zadania zdecydowanie wykraczające poza kompetencje osoby z tytułem magistra fizjoterapii. Dodatkowo fizjoterapeuci zobowiązani są do organizacji zabaw okolicznościowych (jak andrzejki, karnawał, urodziny pacjentów).
Warunki pracy były bardzo trudne. Sala ćwiczeń z blachą na ścianach zewnętrznych i starymi, częściowo zabitymi gwoździami oknami powodowała ogromny dyskomfort – latem panował tam nieznośny upał i zaduch. W całym budynku często unosił się nieprzyjemny zapach. Sprzęt do rehabilitacji był stary, zużyty i nierzadko niesprawny. Jeden pokój socjalny na cały budynek, a posiłki często spożywane były na sali ćwiczeń – przy równoczesnym omawianiu spraw organizacyjnych.
Między osobami zatrudnionymi na umowę o pracę a osobami pracującymi na umowę zlecenie istniały istotne różnice – mimo identycznego zakresu obowiązków. Pracownicy etatowi oprócz podstawowego wynagrodzenia, posiadali także premie za brak zwolnień lekarskich w danym miesiącu. Osobom na umowie zlecenie obiecywano płatny urlop i chorobowe – co w moim przypadku rzeczywiście było respektowane, choć brakowało formalnych zapisów w umowie. Sama umowa zlecenie była przygotowana w sposób bardzo nieprofesjonalny – zawierała błędy, mylenie pojęć i ogólną niejasność. Wynagrodzenie z tytułu zlecenia było wypłacane zazwyczaj do 20. dnia miesiąca – czasami pojawiały się drobne opóźnienia (1–2 dni), ale nie miały one charakteru systemowego. Otrzymanie umowy o pracę było bardzo trudne – towarzyszyły temu wielomiesięczne obietnice i brak konkretów ze strony przełożonych. Podwyżki pojawiały się raczej przy okazji ogólnych zmian w wynagrodzeniach służby zdrowia, ale nie było to regułą.
Kontakt z przełożonymi był mocno utrudniony – wiele spraw załatwiało się „na około”, ponieważ nikt nie miał jednoznacznych informacji. Na plus można natomiast zaliczyć atmosferę między niektórymi współpracownikami – dało się zbudować relacje oparte na wzajemnym wsparciu, co w takim środowisku miało duże znaczenie. Styl zarządzania zespołem był mało profesjonalny. Zdarzały się podniesione głosy, a pracownicy byli krytykowani np. za brak „wystarczającego zaangażowania” w wydarzenia integracyjne, mimo że na miejscu obecni byli np. wolontariusze ze szkoły. Tego typu sytuacje wpływały negatywnie na atmosferę i komfort pracy.
Praca w tym miejscu nie daje możliwości rozwoju, a długotrwałe jej wykonywanie prowadzi do szybkiego wypalenia zawodowego. Warunki lokalowe, organizacyjne i sposób zarządzania zespołem wymagają zdecydowanej poprawy. Po całym dniu pracy wraca się do domu kompletnie wyczerpanym, zarówno fizycznie, jak i psychicznie – jedyne, o czym się wtedy myśli, to odpoczynek i sen. Nie ma przestrzeni na życie prywatne czy hobby, bo zwyczajnie brakuje na to sił. Zdecydowanie nie polecam osobom, które szukają stabilnych warunków zatrudnienia, możliwości rozwoju i profesjonalnego podejścia do zawodu fizjoterapeuty.