Moja współpraca z firmą Nowak&Nowak właśnie dobiegła nieuchronnego końca, a ja mam się czym dzielić jeśli chodzi o spostrzeżenia związane z pracą w tym miejscu. Plusy - umowa podpisywana od pierwszego dnia współpracy, jasne zasady zatrudnienia, wynagrodzenie zgodne z wcześniej omawianym. Dyrekcja sprawia wrażenie otwartej na rozmowy i sugestie, co również do pewnego stopnia uznaję za plus. Praca wydaje się być przerażająca głównie przez przytłaczający ogrom obowiązków, jaki przypada sekretarce medycznej. Trzeba mieć dobrą pamięć, stalowe nerwy i dużo samozaparcia, ale wszystkiego można się nauczyć - głównie niestety samemu. Co do zarządu - na początku nie miałam problemów, żeby porozumieć się z jej przedstawicielami, natomiast na późniejszym etapie komunikacja
ta stała się conajmniej niejasna. Brak jasnych informacji przy zastrzeżeniach co do współpracy pomiędzy nami, dużo niedopowiedzeń, raczej większości trzeba się samemu domyślać lub czerpać wiedzę z plotek. Wyższe stanowiska przez niezrozumiałe mi bliżej zależności zajmują osoby bez wykształcenia i kompetencji dzięki bliższym znajomościom w biurze, co do pewnego stopnia rozumiem, natomiast nie jestem w stanie zaakceptować, że te właśnie osoby zwracają się do sekretarek z pogardą i mają na to pełne przyzwolenie - osobiście miałam taką sytuację kilkukrotnie. Obowiązków tak jak mówiłam jest masa, sekretarki pełnią funkcję archiwistek, księgowych, sprzątaczek (podczas urlopu sprzątaczki poproszono mnie o umycie podłogi), asystentek zarządu, pomocy informatycznych, ochroniarzy, ponieważ w każdej chwili może wejść człowiek z ulicy i zbluzgać rejestratorkę na tym stoi świat, a ta nie ma u kogo szukać w tym zakresie pomocy, mało tego -musi obawiać się, że bluzgający złoży skargę, bo jeśli się tak dzieje ZAWSZE wina jest po stronie sekretarki medycznej (najbardziej absurdalną z takich sytuacji była ta, kiedy pacjent cztery razy nie odebrał telefonu od lekarza w ramach teleporady, złożył skargę i okazało się, że to również wina sekretarki, bo nie przypomniała lekarzowi i nie pomyślała o tym, że mógłby jeszcze raz zadzwonić do pacjenta). Częste upokarzanie sekretarek medycznych ze strony lekarzy, przekleństwa i awantury, które mnie osobiście nie raz doprowadziły do płaczu, roszczeniowe pediatrki (oprócz pani blondynki), które oczekują, że będą miały sekretarki osobiste i gdy tego, o co proszą nie otrzymują z różnych przyczyn (na przykład takich, że sekretarki muszą w tym czasie zrobić też tysiąc innych rzeczy) od razu, upokarzają i dopominają się niewybrednie na wewnętrznym komunikatorze. Współpraca z Paniami pediatrkami i większością lekarzy usług prywatnych, którzy nie potrafią sobie samodzielnie przygotować stanowiska pracy np. biorąc sobie ogólnodostępne zszywki z dołu, wołająca o pomstę do nieba. Okres najwyższej zachorowalności dzieci czyli np. styczeń to czas codziennych roszczeń, bo Panie zabraniają sobie dopisywać ciężko chore dzieci - tak się przecież nie da pracować i nie ku honorze ojczyzny przecież one tu przychodzą. Mam kilka wiadomości od Pan i chętnie się nimi podzielę jak ustalę z prawnikiem na jakich zasadach mogę przetwarzać dane osobowe, może wtedy rodzice spróbują chociaż trochę zrozumieć, że to nie wina rejestratorek, że od 8:15 rano już się nie mogą do lekarza dostać z dzieckiem. Nosiłam się od dłuższego czasu z zamiarem zakończenia współpracy, kiedy to miejsce przeksztakcilo się w callcenter, z którego w poniedziałek od 8 do 12 nie można się wylogować, by pójść choćby do toalety i w środowisko pełne toksycznych zależności. Samo zakończenie współpracy - przetrzymano mnie z tą informacją do końca kwietnia, bo byłam potrzebna, by obsadzić stanowiska pracy. Po półtorej roku bez żadnego ostrzeżenia wręczono mi kartkę do podpisu, uprzednio wykorzystawszy mnie i moje umiejętności do ostatniej kropli. Załatwiłam tysiące skomplikowanych spraw, byłam do dyspozycji nawet po pracy, zawsze zostawałam dłużej i przychodziłam wcześniej kiedy było to konieczne, nie odbierałam nawet nadgodzin w większości przypadków i nie otrzymywałam za nie wynagrodzenia. A wszystko po to, by przy podpisywaniu wypowiedzenia nikt z przedstawicieli firmy nie miał odwagi nawet uzasadnić tego faktu i spojrzeć mi w oczy. Koordynatorka na urlopie jak zawsze, kiedy się coś dzieje, również ze strachu przed wyjaśnieniami. Bilans strat zdrowotnych, psychicznych, moralnych jest zbyt duży, by pracować tam dla świetnego zespołu (pozdrawiam kilku lekarzy, pielęgniarki i oczywiście moją ukochaną rejestrację). Nikt mi nie zwróci niestety straconych nerwów. Nie mniej, cała moja rodzina i najbliżsi odetchnęli z ulgą, że nie będą musieli mnie oglądać nerwowej, apatycznej i bez chęci do życia, którą podczas pracy w tym miejscu nie raz traciłam. Z całego serca nie polecam pracy w tym miejscu, a już tym bardziej nie polecam się szczególnie angażować i wykazywać, bo to nie przynosi żadnej bonifikaty, a koniec końców w tym miejscu nie ma sentymentów.