Mieszkam za granicą i miałam do pokonania aż 700 km, żeby odebrać dziecko z obozu z mojego rodzinnego miasta. Wiadomo, że opóźnienia na trasie się zdarzają i każdy to rozumie, wystarczy odrobina dobrej woli, by oszacować przewidywany czas i przekazać go rodzicom. Tymczasem tutaj zderzyłam się z całkowitym chaosem i brakiem profesjonalizmu. Godzina odbioru dziecka zmieniała się nieustannie: najpierw miały to być godziny nocne, potem poranne, a ostatecznie okazało się, że popołudniowe. Gdy poprosiłam dziecko, by zapytało kadrę, o której w ogóle wyjadą, dostałam wymijającą odpowiedź, że trzeba czekać i być cierpliwym. Jako rodzic po prostu się zagotowałam. Nie każdy mieszka na miejscu, nie każdy ma elastyczny grafik i możliwość zerwania się z pracy w dowolnym momencie. Szczytem wszystkiego było stwierdzenie kierownika, że „takie coś zdarza się co roku”. Jestem w szoku, że biuro doskonale wie o problemie, a mimo to co roku serwuje dzieciom i rodzicom ten sam stres. Skoro korki i opóźnienia są regułą, czemu nikt nie wyciąga wniosków? Czemu nie zaplanują luk czasowych między turnusami albo nie zmienią godzin wyjazdu na nocne, kiedy natężenie ruchu jest mniejsze? Niedoinformowanie na najwyższym poziomie, brak szacunku do klienta i organizacja, która jest jednym wielkim żartem. Nie polecam.