Opinia z punktu widzenia nic nie wartego biletera :)
Ogólnie jeśli ktos myślał, że "oo fajna praca w fajnym teatrze" - błąd. Pomijając już całkowicie kwestie widzów, bo wiadomo ludzie przychodza bardzo różni, a tym wypadku najgorsza wieś z Warszawy, to totalną porażką jest zarówno organizacja w biurze jak i traktowanie pracowników. Bezpośrednich przełożonych tzw bileterów można z czystym sumieniem określić jako dyspotycznych. Praca w stresie, czasami w groźbach. O wszystko krzyk i rzucanie krótszymi i dłuższymi. Jak przytakujesz i nie przerywasz to i tak ci wejda na głowe, ale przynajmniej unikniesz jadki. Co do dyrekcji? Żebrowski nas nie zauważa, a jak juz zauważy to ma pretensje, Korin żyje w swoim artystycznym świecie, pojawia sie i znika, czasem sieje postrach, ale taka rola dyrekcji, ogólem miły człowieczyna. Biuro? Jak jest jakiś problem to jedyne co słyszymy " załatwcie to w swoim gronie, my zarzutów nie mamy". No tak, bo w sumie czemu miałoby ich cokolwiek interesować. Kierownicy obsługi widowni? Żart. Każdy każdemu donosi, szkoda tylko, że nie o ważnych sprawach. Szukas zkierownika? moze gdzieś jest, moze poszedł zapalić, tego nie wie nikt. Ekipa fajna, wiadomo - nie każdy każdego lubi. Dodajmy kwestie stroju - padały różne opinie - sprzedawca lodów, hot-dogów, długo by wymieniać.
W skrócie:
Myślisz o pracy w teatzre? Lepiej znajdź inny, bo z tego wyjdziesz z naruszoną psychiką i nerwicą :)