Firma może być dobrym miejscem dla osób posiadających doświadczenie w branży, które dobrze odnajdują się w nieuporządkowanym środowisku pracy i nie oczekują jasno określonych zasad czy rozbudowanego wdrożenia. Osobom rozpoczynającym karierę zawodową lub oczekującym dobrej organizacji raczej nie mogę jej polecić.
Największym problemem firmy jest moim zdaniem sposób wdrażania nowych pracowników, a właściwie jego brak. Od nowych osób wymaga się samodzielności praktycznie od pierwszych dni, jednak nie zapewnia się przy tym jasnych zasad ani odpowiedniego wsparcia. Nowy pracownik często słyszy, że „wszystko jest na dysku” lub w LEX-ie i powinien sam znaleźć potrzebne informacje, ponieważ przełożony „nie ma czasu”. Z jednej strony zachęca się do zadawania pytań, z drugiej – przy prośbie o pomoc lub potwierdzenie sposobu postępowania można usłyszeć, że wszystko jest w przepisach i należy znaleźć odpowiedź samemu. W efekcie trudno ocenić, kiedy zadawanie pytań jest oczekiwane, a kiedy zostanie odebrane jako brak samodzielności. Zamiast jasno określać oczekiwania, często zakłada się, że pewne rzeczy są oczywiste. Gdy pracownik postąpi inaczej, niż oczekuje przełożony, może spotkać się z wyraźną irytacją.
Warta odnotowania kwestia to nazwa stanowiska. W ogłoszeniach poszukiwano „specjalisty ds ochrony środowiska”, natomiast ostatecznie osoby zatrudniane są jako „konsultanci ds ochrony środowiska”. Warto zwrócić więc uwagę na tą różnicę już na etapie rekrutacji.
Część pracowników przez dłuższy czas korzysta z kont osób, które już nie pracują, nie posiada kart wejściowych lub nie ma dostępu do podstawowych narzędzi. W ciągu kilku miesięcy pracy korzystałam z sześciu komputerów, ponieważ na każdym znajdowało się coś potrzebnego do wykonywania obowiązków. Program do prowadzenia ewidencji działał tylko na części komputerów, nagrywarka płyt CD była dostępna na jednym stanowisku, a do odsłuchiwania materiałów szkoleniowych brakowało słuchawek. W praktyce pracownik musi więc samodzielnie rozwiązywać problemy techniczne i organizacyjne, a część czasu zamiast na właściwą pracę poświęcać na ustalenie, jak w ogóle wykonać zadanie.
Problemem jest również komunikacja i przepływ informacji. Wiele informacji dotyczących organizacji pracy, nieobecności czy zmian personalnych przekazywanych jest „pocztą pantoflową” albo nie jest przekazywanych wcale - o dłuższej nieobecności szefa można dowiedzieć się z automatycznej odpowiedzi na mailu. Nowi pracownicy nie zawsze są również przedstawiani osobom pełniącym funkcje kierownicze i o ich roli dowiadują się od współpracowników.
Ze względu na problemy z organizacją i komunikacją w firmie panuje duża rotacja pracowników. W efekcie wiedza często pozostaje w głowach pojedynczych osób, a po ich odejściu nowe osoby muszą ponownie ustalać, jak wykonywać część zadań. W ten sposób rotacja dodatkowo pogłębia problemy organizacyjne, zamiast je rozwiązywać.
Właściciel niejednokrotnie sugerował jednak, że przyczyna dużej rotacji pracowników leży w postawie dzisiejszej młodzieży i że będzie szukał ludzi tak długo, aż się znajdą tacy, którzy zostaną. Podejście to dobrze ilustrują komentarze publikowane przez firmowy profil na LinkedIn: „[…] młodzi wolą być trybikiem w korporacyjnej machinie, niczym się nie przejmować, mieć wszystko zapewnione niż myśleć samodzielnie i próbować stworzyć coś własnego […]” oraz „[…] L4 i dłuższe zwolnienia to jedna zmora, kolejne to symulowana praca zdalna […]”. Trudno nie zauważyć, że znacznie mniej uwagi poświęca się refleksji nad organizacją pracy i przyczynami odejść. Co istotne, z firmy odchodziły również osoby z dużym doświadczeniem zawodowym, które nie miały problemu z samą pracą, ale nie akceptowały panującego chaosu organizacyjnego.
Kwestie organizacyjne były widoczne również przy zakończeniu zatrudnienia. Dopiero przy rozwiązaniu umowy rozpoczęto sprawdzanie dokumentów potrzebnych do ustalenia stażu urlopowego, mimo że przez cały okres zatrudnienia urlop był udzielany na bieżąco. Konieczne było również samodzielne pilnowanie poprawności wyliczeń i dostarczanie kolejnych dokumentów.
Sposób zakończenia współpracy był wisienką na torcie okresu zatrudnienia. W ostatnim dniu pracy współpracownicy zadbali o normalne, życzliwe pożegnanie, wręczyli mi prezent i podziękowali za współpracę. Po stronie właściciela zabrakło nawet krótkiego „do widzenia”. Nie chodzi o uroczyste pożegnanie, ale o podstawową klasę i szacunek wobec odchodzącego pracownika, czego najwyraźniej jest brak.
Jednocześnie sam zespół oceniam bardzo dobrze. Nie było zamkniętych grupek czy niezdrowej rywalizacji. Z większością osób można było normalnie porozmawiać i współpracować. To właśnie za ludźmi z zespołu najbardziej szkoda było mi odchodzić.
Mam wrażenie, że firma działa jak warsztat jednego fachowca rozbudowany do kilkunastoosobowego zespołu – wiedza jest, klienci są, ale organizacja nie nadążyła za rozwojem.