Nie wiem... może przez te niespełna 2 lata wszystko się diametralnie zmieniło, a może nie u "tych" muszyńskich pracowałam i nie w "tej" Euro Florze, ale czytając opinię Agnieszki aż się zakrztusiłam. Zazwyczaj nie biorę udziału w takich akcjach, jednak sama mam złe wspomnienia, dodatkowo spotkałam osobę, która niedawno przechodziła u nich podobne sytuacje jak ja jakiś czas temu, a ze nikt mnie przed nimi nie przestrzegł, więc czuję się niejako w obowiązku zrobić to ja wobec osób rozpatrujących ewentualną pracę w Euro Florze. Wszystkiego nie będę tutaj opisywać... Mogę na pewno powiedzieć otwarcie, żeby nie wierzyć we wszystkie warunki, jakie przedstawi Wam szefostwo.. Dla mnie, przy wybieraniu miejsca pracy, bardzo zwodnicze było "rzekomo" łagodne i przesympatyczne usposobienie żony Pana Mikołaja... Byłam zachwycona tym, na jaką szefową trafiłam... do momentu. No właśnie... Jedną z największych "wad" tej firmy jest to, ze szefostwo prowadzi kilka biznesów na raz, przez co każdy siłą rzeczy zaniedbuje. I rozumiem, jakby znaleźli na to jakieś rozwiązanie - dali większą decyzyjność dziewczynom w kwiaciarniach, bądź sami "faktycznie" pilnowali by ważnych spraw... W praktyce to wyglądało tak, że samemu nie można podjąć żadnej decyzji bez aprobaty szefostwa, równolegle - szefostwo nie wykazuje większej inicjatywy i zaangażowania (nie odbieranie telefonów), przez co systematycznie wynikały jakieś "nieporozumienia". I byłoby to jeszcze normalne, gdyby nie fakt, że szefowa jest bardzo "przewrażliwiona" (delikatnie ujmując) i niewiele trzeba, żeby obraziła się na pracownika na okres miesiąca/dwóch... a wtedy... o zgrozo... odebranego telefonu nie uraczysz, a do tego doświadczysz wielu nieprzyjemnych "złośliwości" pod Twoim adresem... bo przecież szef musi pokazać kto tu rządzi... Podsumowując - praca jest tam ciężka (dużo biurokracji, zleceń itp), w święta, nie święta... non-stop, piecza i zaangaż