Ananke20.03.2021 15:23
Inne
Skorzystanie z usług firmy pana W. było złą decyzją. Pracownicy zostawiali bałagan i brud, kiedy po nich przyjeżdżał pan W. "nie przeszkadzało" mu to. Ja natomiast po powrocie do domu, dzień w dzień, kiedy panowie odjechali zabierałam się za sprzątanie. Teraz pan W. ma pretensje, że po dwóch latach wyciągam to, ale nie poczuwa się do winy z innych powodów. Po zakończeniu montażu co, pan W. zadeklarował serwisowanie kotła. Pierwszy "przegląd serwisowy" zrobił w październiku 2019 r. i umówiliśmy się na kolejny za rok. W październiku 2020 r. mimo wielu prób nie udało mi się dodzwonić do pana W. Program ogrzewania zaczął wariować, kocioł włączał się z 2-3 godzinnym wyprzedzeniem i grzał, choć nie powinien. Nie mając kontaktu z panem W. (któremu, wstyd przyznać się - ufałam), zwróciłam się o pomoc bezpośrednio do Firmy Vaillant, dzięki ich interwencji program ogrzewania został skorygowany. Nadal miałam nadzieję, ze niebawem pan W. wykona obiecany przegląd. Podczas nielicznych rozmów, jakie odbyliśmy, pan W. nie poinformował mnie, że nie zamierza wykonać przeglądu, pozostawiał mnie z informacją, że kiedy tylko znajdzie czas, to skontaktuje się ze mną i wykona usługę. Cały listopad przechorowałam, więc nie próbowałam kontaktować się z panem W. W grudniu i styczniu obietnicę podtrzymywał. Pierwszy termin odwiedzin pana W. 4 lutego - bezskutecznie czekałam. Od pana W. żadnej informacji, żadnego kontaktu. Kolejny miesiąc i kolejne telefony, sms-y. Sytuacja pogorszyła się o tyle, że kocioł zaczął wyłączać się z wyświetlanym komunikatem o błędzie F28. Luty 22, telefony do pana W., ale też do innych ewentualnych serwisantów. Pan W. pojawił się, po telefonie od mojego syna z innego numeru. Wymontował jakąś część z kotła (element zapłonu, elektroda?), wyczyścił tę część i wmontował z powrotem. Oznajmił, że zamówi nową i kiedy ją otrzyma, przyjedzie wymienić i zrobić przegląd. Do 10 marca żadnej informacji od pana W. Nie odbiera telefonu, nie odpisuje. W sms zapytałam go, czy jest w ogóle szansa, że przyjedzie wymienić wspomnianą wcześniej cześć, czy w ogóle pojawi się, czy mam szukać innego serwisanta. Zero odpowiedzi. 18 marca wynajęłam inną firmę. Następnego dnia - 19 marca, pracownicy byli o ustalonej porze, wykonali przegląd kotła i wypłynęła sprawa gwarancji na kocioł. Wtedy dopiero okazało się, że pan W. nie przekazał mi karty gwarancyjnej kotła, a co za tym idzie nie poinformował mnie również o warunkach gwarancji kotła. Wszystkie te wydarzenia tak zdenerwowały mojego syna, że wystawił niepochlebną opinię panu W. Reakcja pana W. - informacja o oddaniu sprawy do sądu. Powtórzona podczas osobistej rozmowy, w czasie której pan W. oczekiwał przeprosin i sprostowania. Wyszło na to, że to moja wina, iż nie domagałam się karty gwarancyjnej, że mając obietnicę pana W. nie szukałam innego serwisanta, że przy nieskuteczności kontaktu telefonicznego i sms nie wysyłałam do niego maili, że jego deklaracje o serwisowaniu po zakończonej modernizacji co potraktowałam poważnie i zaufałam wykonawcy. Teraz pan W. będzie pozywać mnie, mojego syna i może jeszcze moją mamę.