Nie polecam kancelarii Stabla Henryk, Kozielski Marek, Wuwer Winicjusz. Kancelaria Adwokacka s.c. a w szczególności mec. Wuwer.
Wielokrotnie spotykałem się z opóźnieniami, niedotrzymywaniem terminów deklarowanych przez kancelarię oraz chaosem organizacyjnym. Z tego względu postanowiłem osobiście dostarczyć dokumenty, aby uniknąć kolejnych opóźnień.
To, co wydarzyło się podczas tej wizyty, było dla mnie szokujące.
Jeszcze przed wejściem do kancelarii słyszałem z zewnątrz głośne krzyki i przekleństwa. Nie wiedziałem wtedy, że dochodzą one z wnętrza kancelarii. Przy drzwiach znajdowała się informacja z prośbą o użycie dzwonka, dlatego zadzwoniłem trzy razy. Dodatkowo trzykrotnie próbowałem dodzwonić się na numer kancelarii, ponieważ przez około 20 minut nikt nie otwierał drzwi. Za drzwiami cały czas było słychać jedynie krzyki i wulgaryzmy.
Dopiero po trzeciej próbie telefon odebrała sekretarka. Powiedziałem, że od około 20 minut stoję pod drzwiami i mimo dzwonienia nikt nie otwiera. W odpowiedzi usłyszałem, że „dzwonek na pewno nie dzwonił”, mimo że sam słyszałem jego dźwięk po drugiej stronie drzwi.
Po wejściu do sekretariatu poinformowałem, że przyniosłem dokumenty do złożenia i poprosiłem jedynie o potwierdzenie ich przyjęcia poprzez pieczątkę i podpis.
Osoba, która przedstawiła się jako kierowniczka sekretariatu, zaczęła podniesionym głosem wypytywać: „Do kogo dokument? W jakiej sprawie?”. Spokojnie udzieliłem odpowiedzi i ponownie powiedziałem, że proszę jedynie o pieczątkę oraz podpis potwierdzający odbiór.
W tym momencie, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, usłyszałem słowa: (usunięte przez administratora) mać! Ja wiem, co mam robić!”.
Byłem kompletnie zszokowany. Odpowiedziałem spokojnie, że jedynie poprosiłem o potwierdzenie odbioru dokumentu i nie rozumiem, dlaczego jestem traktowany w taki sposób. Dodałem również, że w tej sytuacji skontaktuję się ze swoim mecenasem. W odpowiedzi usłyszałem: „A dzwoń sobie. Zgłaszaj skargi do moich szefów.”
Po podpisaniu jednego egzemplarza dokumentu uprzejmie poprosiłem o podpisanie również drugiego. W odpowiedzi usłyszałem: „A po co ci?”.
Odpowiedziałem, że nie mam obowiązku tłumaczyć, dlaczego potrzebuję potwierdzenia odbioru na obu egzemplarzach, i ponownie poprosiłem o podpis. Początkowo usłyszałem odmowę. Dopiero po kolejnej prośbie dokument został ostemplowany. Kiedy zwróciłem uwagę, że brakuje jeszcze podpisu, osoba z sekretariatu złożyła go z taką siłą, że długopis przebił kartkę i uszkodził dokument.
Następnie usłyszałem słowa: „masz i idź, dziecko…”.
Zapytałem: „Słucham?”. W odpowiedzi usłyszałem: „No co? Masz może 20 lat, dziecko.”
Odpowiedziałem, że mam 28 lat, ale nie zamierzam dalej prowadzić tej rozmowy i sprawę zgłoszę odpowiednim osobom. W odpowiedzi drzwi zostały mi demonstracyjnie zatrzaśnięte.
Odjeżdżając samochodem zauważyłem jeszcze, że ta sama osoba stoi w szeroko otwartym oknie kancelarii, pali papierosa i śmieje się.
Do teraz jestem poruszony całą tą sytuacją. Od kancelarii adwokackiej, oczekiwałem profesjonalizmu, kultury osobistej i elementarnego szacunku. Zamiast tego spotkałem się – w moim odczuciu – obelgami, wulgaryzmami i agresją w moim kierunku - do teraz jestem roztrzęsiony sposobem w jakim zostałem zaatakowany i potraktowany.
Czy taki standard obsługi jest akceptowalny? Dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna – nie polecam.