Przez długi czas korzystałam z usług przychodni Lupus. Siedziałam cierpliwie w poczekalni w długich kolejkach, choć w wielu już miejscach przychodzi się na umówioną godzinę i nie traci czasu. Doceniałam to, że przychodnia na długie godziny otwarcia i zawsze można otrzymać pomoc - czynne tez w soboty i niedziele, choć nie wiem czy nadal. Od ponad pół roku pies jest przewlekle chory i przyjmuje na stałe leki. Weterynarz wypisywał recepty bez konieczności wizyty i bez opłat. Miły gest. Niestety NIGDY te recepty nie zostały wypisane tak, aby bez problemów można je było zrealizować. Najpierw numer recepty wypisywany był ręcznie, a zdaniem farmaceuty już jakiś czas temu weszła w życie ustawa określająca jak mają być wypisywane takie recepty i nie mogła akceptować tych wystawionych przez lupusa. Trzeba było wrócić do przychodni i uświadomić obsługę, że coś jest źle, prosić o poprawę - słowem tracić czas i nerwy. Kolejnym razem wypisana była źle dawka - suma tabletek z wartością sumy substancji czynnej się nie zgadzała. No niby przeoczenie. Znowu trzeba było coś poprawiać. Dzisiaj kolejny fakap, ale tym razem Pani zanim wydała mi receptę pieczołowicie sprawdzała wszystko i upewniała się czy nie ma błędu. Nie wpadła jednak na to, że na recepcie jest numer już wcześniej zrealizowanej przez innego klienta recepty - apteka oczywiście nie mogła zrealizować recepty z błędnym numerem. Kolejny raz musiałam poprawiać receptę. I choćby człowiek był oazą cierpliwości, to na prawdę w którymś momencie czara goryczy się przelewa, bo NIGDY nie usłyszał słowa przepraszam, zero skruchy czy empatii. Dzisiaj poinformowałam Panią, że jest mi przykro, że za każdym razem coś jest nie tak z receptą, że muszę się wracać i ją poprawiać i nigdy nie usłyszałam przeprosin za zaistniałą sytuację, na co z rozbrajającą szczerością Pani przyznała - "ale to nie ja wypisuję te recepty i to nie mój błąd". Aha. Czyli przeprosiny się nie należą.
To była moja ostatnia wizyta w Lupusie.