Wśród artystów, z którymi się zetknęliśmy, a którzy mieli okazję współpracować z Orkiestrą Filharmonii Częstochowskiej (dyrygentów i solistów) dominowały krytyczne uwagi. Nawet tak kategoryczne stwierdzenia jak: „ najgorsza orkiestra filharmoniczna w kraju”, „orkiestra kwalifikująca się do natychmiastowego rozwiązania”, „[filharmonia] gorsza niż orkiestry młodzieżowe”. Oczywiście, nie występowaliśmy ze wszystkimi orkiestrami w Polsce, ale nasze doświadczenie pozwala na zbudowanie porównania. O żadnej polskiej orkiestrze filharmonicznej nie słyszeliśmy tak jednoznacznych i zgodnych opinii. Podobnie rzecz ma się jeśli idzie o brak profesjonalizmu Działu Impresaryjnego tej Filharmonii.
Znalezienie źródła takiego stanu rzeczy jest wbrew pozorom bardzo łatwe. Od kilku lat, gdy instytucję przejęli Ireneusz Kozera i Adam Klocek, ten zespół się nie rozwija. Widać to po wykonywanym repertuarze, który w żaden sposób nie kształtuje gustów publiczności, a jedynie się do nich dostosowuje i to w mało zręczny sposób. Orkiestra symfoniczna, jak sama nazwa wskazuje, jest przeznaczona do wykonywania repertuaru symfonicznego. To kompozycje Beethovena, Czajkowskiego czy Brahmsa utrzymują zespół orkiestrowy w należytej kondycji. Akompaniowanie do piosenek jest przyjemne i sympatyczne, a nawet wskazane w kalendarzu koncertowym Filharmonii. Ale nie może być jej filarem repertuarowym. Wykształcenie profesjonalnego muzyka instrumentalisty trwa średnio 15-18 lat. Repertuar obecnie wykonywany przez Orkiestrę Filharmonii Częstochowskiej w dużej mierze mogą wykonać uczniowie średnich szkół muzycznych, i to bez uszczerbku na poziomie artystycznym. Wniosek nasuwa się sam. Ten zespół już jakiś czas temu zbliżył się do poziomu orkiestry młodzieżowej.
Brak wymagań repertuarowych to jedno źródło. Drugie natomiast to realny wymiar pracy muzyków. W tym miejscu trzeba poczynić ważne zastrzeżenie, że artysta muzyk, podobnie jak nauczyciel czy wykładowca akademicki nie świadczy pracy w jej miejscu w wymiarze 40 godzin w trybie poniedziałek-piątek, 8:00-16:00. Część tego czasu przeznacza się na samodzielne przygotowanie materiału muzycznego do prób i koncertów (co nosi nazwę indywidualnej pracy artystycznej). Zadania te są realizowane we własnym zakresie i wyznaczonym przez siebie czasie. Jest to praktyka naturalna i nieodzowna dla prawidłowej organizacji czasu pracy. Podejrzenia budzi natomiast proporcja między wymiarem owej indywidualnej pracy artystycznej (w praktyce niepodlegającej żadnej kontroli) a wymiarem godzin „kontaktowych” czyli przeznaczonych na próby i koncerty. Zwyczajowo rozdział między obiema formami pracy wynosi 50/50 lub pozostaje w przybliżonych proporcjach. W przypadku OFCz wynosi ona w przybliżeniu 30/70 a nawet 25/75 na korzyść indywidualnej pracy artystycznej. Nie możemy tego wykazać inaczej niż własnym stwierdzeniem, ale próby przed koncertami, w którym braliśmy udział dowodziły, że muzycy po tygodniu rzekomej indywidualnej pracy artystycznej dopiero zapoznawali się z nutami. Byli nieprzygotowani do koncertu o stosunkowo łatwym repertuarze. Zaś jeden utwór, którego Orkiestra nigdy wcześniej nie grała, był traktowany z niechęcią a nawet złością, właśnie ze względu na konieczność nauczenia się czegoś nowego(!).
Nastrój panujący podczas prób należałoby określić jako nastrój niechęci czy nawet wrogości w stosunku do dyrygenta i solisty. Co chwilę pojedynczy muzycy próbowali wymóc prowadzenie próby według własnego interesu. Spóźnienia po przerwach (trwających w wyznaczonych godzinach) były nagminne co uniemożliwiało punktualne rozpoczęcie kolejnego bloku próby. Zaś wola dyrygenta o przedłużenie próby choćby o minutę wywoływało agresję wśród muzyków. Wielu muzyków, zwłaszcza z sekcji smyczkowej, było obrażonych, że musieli zostać do końca próby trwającej w godzinach 9:00-12:30 (!). Z Orkiestry dobiegały złośliwe, czasem wulgarne komentarze.
Odbiór koncertów z udziałem OFCz poparty wieloma opiniami melomanów nie pozostawia złudzeń. Ten zespół niemal nie przekazuje emocji i jakiegokolwiek wyrazu artystycznego. Z Orkiestry bije niechęć do gry zespołowej i do publiczności. Wygląda to jakby praca w tym zespole nie przynosiła muzykom żadnej satysfakcji, a jedynie udrękę. Pytamy zatem jaki odbiór ma wywoływać taka gra u melomanów? W profesjach artystycznych umiejętne posługiwanie się emocjami i nastrojami jest miarą poziomu zawodowego.
Godzi się w tym miejscu nie zapominać „kilku sprawiedliwych”, którzy są w szeregach orkiestry.
Tak jak sportowiec trenujący raz w tygodniu i jadący na zawody raz na kwartał nie może nazywać się wyczynowcem, tak trudno nazwać „filharmonikiem” muzyka grającego dwa koncerty w miesiącu i to w repertuarze na poły rozrywkowym.
Życzymy każdemu Częstochowianinowi, aby z pieniędzy miejskich pracował na cały etat tak jak filharmonicy – 9 dni w miesiącu po 3 godziny dziennie. (usunięte przez administratora) Nie ma drugiej tak słabej orkiestry w kraju.