B12.04.2014 16:05
Inne
Naciągacze, zdzieracze, kłamcy i cwaniaczki - tyle można o nich powiedzieć. Ale rozwinę temat. Właścicielem agencji jest Holender, ale rządzą Polacy. Albo raczej, niestety, polaczki. Cwaniactwo i buractwo jest na porządku dziennym, a pracownika traktują jak śmiecia. Mieszkałem w hotelu w Nibbixwoud i to co tam widziałem przechodzi ludzkie pojęcie. Po pierwsze, upychają ludzi w pseudomieszkaniach (dwie sypialnie, łazienka, minikuchnia i coś jakby salon) po 4 osoby i każą płacić 150 euro tygodniowo od osoby, odciągają z wypłaty. Kilka razy w tygodniu, pod twoją nieobecność, wchodzą ci do pokoju i grzebią po szafkach pod pretekstem sprawdzania czystości. Jeśli w ich mniemaniu będzie brudno, to zabiorą ci z wypłaty 50 euro, jako że niby będą musieli opłacić sprzątaczkę. Sprzątaczkę-widmo, której nikt nigdy nie widział i która za kilkanaście minut pracy (bo ile może trwać posprzątanie już i tak posprzątanego pokoju?) zarabia 50 euro. Dalej - w pokojach i na korytarzach są czujniki dymu i ciepła, na czym polaczki postanowiły trzepać sobie hajs. Za fałszywy alarm pożarowy zabierają - uwaga - 1000 euro. Rzekomo tyle sobie życzy straż pożarna za interwencję. I teraz najlepsze - jedyna w budynku kuchenka mikrofalowa stoi na półce na wysokości około 180cm i zaraz nad nią jest czujnik dymu i ciepła. Przypadek? A teraz szczyt pazerności polactwa: Każą sobie płacić za... pralkę! Tak jest! W pseudomieszkaniu, za które już i tak przepłacasz, musisz płacić 1 euro za skorzystanie z pralki i 1 euro za suszarkę! Mało? To pomówmy o tym jak wygląda droga do pracy. Po pierwsze, o tym czy i o której pracujesz jutro dowiadujesz się dzisiaj o godzinie 19. Zaplanować coś? Bez szans. Masz do roboty na godzinę 8? No i co z tego? Kierowca weźmie cię o 6, zawiezie na "spęd" (spędza to się bydło, a w Bakkerze jesteście właśnie bydłem) i będziesz sterczał 2 godziny. Skończyłeś robotę i musisz wrócić do domu? Kierowca przyjedzie... jak nie zapomni. Czasem zapominają. Częściej niż czasem. Wtedy trzeba do nich dzwonić. Może odbiorą, a może nie. Jak odbiorą to powiedzą, że przyjadą. Może przyjadą, może za godzinę, może za dwie. Oprócz tego kierowcy są strasznymi tłukami i wiejskimi burakami, nijak z nimi się nie dogadasz. Z biurem też się nie dogadasz, straszne chamówy tam siedzą. Ogólnie na samym początku okazuje się, że jest całkiem inaczej niż mówili w Polsce. Na starcie dają ci do zrozumienia, że jesteś tu nikim, nie masz żadnych praw, nic ci nie wolno i masz się cieszyć, że możesz łaskawie dla nich pracować. Niektórzy mi tu nawet mówili, że jak masz wolne to żebyś nie pił piwa ani nie palił zioła, bo cię mogą wywalić z roboty. Rozumiecie to? Nieważne... W każdym razie nie polecam tej agencji, wszystko jest lepsze niż praca u nich.