Przez 2-3 miesiące pracy w Brajcie nie doprosiłam się umowę. "Już prawie jest gotowa, jeszcze tylko trzeba podpisać" - a ja naiwna czekałam (i się nie doczekałam). Spóźnione wypłaty, o które też musiałam się dopraszać - często obcinane, chociaż nie wiem na jakiej podstawie - nie zostało mi to wytłumaczone. Czy za niepodawanie klientom piwa, które odstało się z piany przez cały dzień? Bo tak kazano mi robić, żeby nic się nie marnowało. W okresie gdy pracowałam żelazko do prasowania obrusów było niebezpieczne - popękany kabel kopał czasem prądem. Na zapleczu i barze robactwo. Miałam być tam zatrudniona tylko na moment by potem przejść do nowego lokalu właściciela, ale było to ciągle odwlekane i z racji sytuacji i atmosfery - zrezygnowałam.
Bardzo nieprzyjazny klimat w pracy - ciągłe upokarzanie ze strony jednej z kelnerek. Zwrócenie uwagi na problem menadżerce nic nie dało.