Jestem mocno zawiedziona pracą w tym miejscu. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej (nie wiem, czy to ma znaczenie, ale jednak zwróciło moją uwagę) szefowa nawet się nie przedstawiła. Zaproponowała mi pracę na 3–4 miesiące na umowie zlecenie, z możliwością późniejszej umowy o pracę. Dla kontekstu dodam, że jestem w trakcie roku przerwy między liceum a studiami.
Przyszłam pierwszego dnia do pracy. Było ciężko — moje ciało nie było przyzwyczajone do takiego wysiłku, ale mimo dużego zmęczenia nie poddawałam się i pracowałam dalej. Szefowa była wtedy bardzo miła i wyrozumiała. Powtarzała, że początki są trudne, że trzeba czasu, aby ciało przyzwyczaiło się do wysiłku. Pod koniec pierwszego dnia dała mi dokumenty potrzebne do pracy oraz powiedziała, że umówi mnie do lekarza medycyny pracy (książeczka sanepidowska). Wypełniłam wszystkie dokumenty i jej je przekazałam.
Następnego dnia praca szła mi lepiej — czułam, że powoli się przyzwyczajam i że jest mi łatwiej niż na początku. Jednak pod koniec dnia sytuacja diametralnie się zmieniła. Szefowa zaprosiła mnie do siebie i powiedziała (cytuję): „Wiesz co, słabiutko sobie radzisz. Bez pomocy państwa nie podejmę się zatrudnienia ciebie.”- byłam w szoku.
Zapytałam, o co konkretnie chodzi. Rozmawiałam wtedy z szefową i z panem pracującym w biurze (nie wiem dokładnie, jakie zajmuje stanowisko). Ich odpowiedzi były bardzo niejednoznaczne. Usłyszałam między innymi, że szefowa ma wieloletnie doświadczenie w handlu i że porównują początki nowych pracowników do początków tych „dobrych, długoletnich”, a na ich tle wypadam słabo.
Zapytałam: „To dopiero drugi dzień pracy, jestem w nowym miejscu i jeszcze nie wiem, gdzie znajduje się każda rzecz na sklepie. Czy mogę dostać szansę? Praca jest ciężka, ale drugiego dnia moje ciało już dużo lepiej radziło sobie ze zmęczeniem.”
Szefowa, gdy pytałam o konkrety – co dokładnie robiłam źle lub co mogłabym poprawić – unikała odpowiedzi. Nie dowiedziałam się właściwie niczego konkretnego. Powiedziała jedynie, że może mnie zatrudnić tylko na staż i że ewentualnie może do mnie zadzwonić, jeśli uda się załatwić staż z większym zarobkiem. Dodała też, żebym mimo wszystko szukała innej pracy.
Nie byłam przekonana do stażu, bo praca była naprawdę ciężka, chociaż mogłabym rozważyć tę propozycję, o której wspomniała. Ostatecznie jednak telefonu od niej nie otrzymałam.
Pieniądze za dwa dni pracy dostałam, ale niesmak pozostał. Znajomi mówili mi: „Przynajmniej ci zapłaciła, powinnaś być wdzięczna! Czasem ludzie (nie w Arce) harują tygodniami i nic nie dostają.”
Ja nie byłam wdzięczna – zapłata to był jej obowiązek, a nie przysługa. Wykonałam swoją pracę i należało mi się wynagrodzenie za przepracowane godziny.
Pomimo tego, że rozliczenie finansowe przebiegło poprawnie, zostałam z chaosem w głowie i poczuciem bezwartościowości. To doświadczenie przysporzyło mi sporo bólu i negatywnych emocji.
Nie polecam tego miejsca pracy.