Odbywałem praktyki w cukierni Hintzke i z pełnym przekonaniem odradzam to miejsce każdemu młodemu człowiekowi, który liczy na naukę zawodu w zdrowych warunkach i z szacunkiem do siebie jako człowieka. To, co tam się dzieje, to nie edukacja, to pokaz pogardy, wykorzystywania i zarządzania przez zastraszanie.
Już od pierwszych dni da się odczuć, że praktykant to w tej firmie „nikt”. Nie liczysz się jako osoba, nie masz prawa głosu, a jeśli masz własne zdanie natychmiast stajesz się problemem. Podejście właścicieli do uczniów można określić jednym słowem: pogarda. Nieustanne wywyższanie się, brak cierpliwości, traktowanie z góry, obraźliwe komentarze, groźby. I to wszystko w atmosferze pełnej napięcia, gdzie wystarczy jedno słowo lub gest, by usłyszeć podniesiony głos i wyzwiska.
Przykład? W tłusty czwartek zostaliśmy zmuszeni do pracy na dwie zmiany nocne. Za pracę w nocy nie tylko nie było dodatków, ale na wypłatę jeśli w ogóle ktoś ją otrzymał czekaliśmy ponad dwa miesiące. Kwoty były niejasne, niesprawiedliwe i często żenująco niskie. Nie wszyscy dostali cokolwiek.
Pani Renata, szefowa, znana jest z tego, że potrafi krzyczeć bez powodu. Nieraz byłem świadkiem sytuacji, gdy ktoś został zjechany przez jej humorki. Wymyślała problemy z powietrza, tylko po to, by się na kimś wyżyć. „Tępy”, „ciemny” to słowa, które padają regularnie w kierunku uczniów i pracowników. Również wobec osób dorosłych, z doświadczeniem. Rozumiem ze szef, podobnie jak nauczyciel tez powinien czasami przycisnąć z uczniami, ale wiecej wymagać niż uczyć i tak ich traktować to już gruba przesada.
Pan Robert, jej syn i właściciel, niestety wcale nie różni się podejściem. Potrafił wulgarnie wypowiadać się o uczniach, a jeśli ktoś nie przyszedł w niedzielę (która nie była obowiązkowa), groził obniżeniem sprawowania. Potrafił nie informować o zwolnieniach czy zmianach, a od dostawców wymagał cierpliwości, bo sam nie chciał ruszyć się z miejsca, gdy przyjeżdżał towar. Warto dodać ze gdy umponinaliśmy sie o pieniądze za tłusty czwartek potrafił do nas wyjechać z tekstem "a co wam się tak śpieszy żeby je już dostać?".
Jeśli myślisz, że przynajmniej za nadgodziny będzie wypłata jesteś w błędzie. Praca po godzinach to standard, bez żadnego wynagrodzenia czy choćby uznania. A warunki pracy? Niewiele lepsze. Brudno, duszno, hałas, chaos, brak organizacji i kultury pracy.
Sytuacja kadrowa również mówi wiele częste rotacje, przemęczeni ludzie, a uczniowie trzymani tu tylko dlatego, że w okolicach Pucka po prostu trudno o praktyki w zawodzie cukiernika. Wiele osób zostaje tu na 3 lata nie dlatego, że chcą ale dlatego, że nie mają alternatywy. I właściciele dobrze o tym wiedzą, więc wykorzystują to bez skrupułów.
Co ciekawe, na GoWork zaczęły się pojawiać pozytywne opinie, które w mojej opinii mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Podejrzanie sztuczne, pełne pochwał, oderwane od codziennego obrazu tego miejsca. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że są pisane przez osoby związane z firmą, być może samych właścicieli. Jest to próba zatuszowania fatalnej opinii środowiskowej, którą cukiernia Hintzke ma od lat.
Żeby nie było, są też pozytywne strony, a jedną z niewielu jest współpraca między pracownikami. Pracownicy, mimo trudnych warunków i traktowania z góry, potrafią się wspierać i pomagać sobie nawzajem. To między nimi panowała atmosfera szacunku i koleżeństwa, co paradoksalnie było jedynym czynnikiem, który trzymał wielu uczniów psychicznie na powierzchni.
Jeśli pan Robert postanowi odpisać na tę opinię w swoim stylu lekceważąco lub agresywnie uprzedzam, że jestem gotów na publiczną dyskusję i mam pełną dokumentację potwierdzającą każdy opisany przypadek. Nie zamierzam milczeć, gdy ktoś będzie próbował zdyskredytować głos ucznia tylko dlatego, że mówi prawdę.
Dlatego apeluję: jeśli zależy Wam na normalnym podejściu, na szacunku, na nauce zawodu w godnych warunkach omijajcie to miejsce szerokim łukiem. Są lepsze cukiernie, nawet jeśli trzeba dojechać dalej. Tu nie chodzi o wymagania – tu chodzi o godność.