Jako miejsce pracy - odradzam. Również jako matka, która zobaczyła, jak szkoła wygląda od środka, nie posłałabym tam dziecka... Jeśli ktoś nie wpasowuje się w model idealnego pracownika (i nie chodzi tu broń Boże o pracę z dziećmi!), pani dyrektor i część kadry zrobi wszystko, żeby się tej osoby pozbyć. Nie było to moje pierwsze miejsce pracy, ale pierwszy raz spotkałam się z tak bezczelnym traktowaniem.
Współpracownicy w poczuciu irracjonalnego zagrożenia nie boją się skarżyć jak dzieci i podkładać świń, każdy ruch jest kontrolowany i punktowany, niedociągnięcia od razu wytykane w sposób przypominający bardziej grę na śmierć i życie niż pracownicze upomnienie, plotki roznoszą się szybciej niż informacje zawodowe, a bycie w trzech miejscach na raz jest jak najbardziej wskazane. Trzeba szybko się dowiedzieć, z kim najlepiej pić kawkę i co komu można powiedzieć, a czego lepiej nie mówić w ogóle. I obowiązkowo zaprzyjaźnić się ze wszystkimi, inaczej jest się nic niewartym pracownikiem, nawet jeśli obowiązki zawodowe wypełnia się wzorowo.
Dyrekcja ma w zwyczaju wypowiadać swoje nie do końca pozytywne zdanie na temat innych pracowników podczas indywidualnych rozmów, wyrażać opinie o doświadczeniu zawodowym i życiu prywatnym pracownika, a nawet nie boi się szantażować. Chyba sukces i sodówa uderzyły do głowy, bo szkoła jako biznes nieźle się kręci, więc swoje pięć minut trzeba wykorzystać, tylko dlaczego traktując innych w ten sposób?
Płace bardzo dobre jak na oświatę, ale zależne nie tyle od stopnia awansu zawodowego, co od starań, przebojowości, służalczości, a nawet płci. Niestety trzeba upominać się o swoje przy wypłacie. Żaden pieniądz nie nadrobi jednak tego, co wpływa na atmosferę w miejscu pracy...