Vetlab Warszawa
Hmmmm.... od czego by tu zacząć...
W Vetlabie spędziłem ponad rok, od zawsze było tam za dużo pracy na ilość zatrudnionych osób. Z miesiąca na miesiąc ilość próbek DRASTYCZNIE wzrastała ,niestety kierownictwo oraz szefostwo nie widziało potrzeby powiększenia ekipy. Dopiero kiedy zaczęliśmy się upominać, że nie dajemy już rady, po ok 5 miesiącach zatrudniono nowe, "zielone" osoby. Nie mam nic do zatrudniania osób bez doświadczenia, jednak takiej osobie trzeba poświecić bardzo dużo czasu na wdrożenie - my tego czasu nie mieliśmy. Nie mieliśmy też sprzętu, na którym te osoby mieliśmy szkolić (brakowało takich prozaicznych rzeczy jak mikroskopy i pipety). Skutkowało to tym, iż osoby, które SAME nie czuły się na siłach musiały wykonywać pracę na którą nie były gotowe. Brak specjalistycznych szkoleń dla pracowników, które podniosłyby ich kwalifikacje oraz jakość wykonywanej pracy.
Dla kierownictwa idealnym pracownikiem na dziale biochemicznym jest pracownik tzw. "multipulti" czyli taki, który ogarnie wszystko - od skrobania lodu w zamrażarce, przez bycie sekretarką kończąc na odrębnym dziale takim jak mikrobiologia - co nie jest wspominane na rozmowie kwalifikacyjnej i de facto nie należy do jego obowiązków.
Jednak najgorsze oraz najbardziej problematyczne było samo kierownictwo. Są to osoby które kompletnie nie nadają się do pełnienia tej funkcji.
Kierownik BARDZO humorzasty, niechętny do wykonywania pracy na stanowisku, na które sam się zapisuje w grafiku, na dodatek nie za bardzo "ogarniający" co w danej chwili dzieje się w laboratorium. BARDZO stronniczy - chęć pomocy wykazuje tylko osobą, które lubi. Blokuje rozwój innych pracowników, co sam odczułem na własnej skórze -dostałem bana na inny dział tylko dlatego, że po ogarnięciu miałem obiecaną podwyżkę.
Dodatkowo moim zdaniem jest lekceważący, niesłowny i często mija się z prawdą(czego również doświadczyłem) - np. podczas rozmowy w sprawie przedłużenia umowy i negocjacji stawki usłyszałem:
"co mi robi różnica stówa(100PLN) w tę czy we wtę". Kolejną obietnicą były premie, której NIGDY nie otrzymałem oraz obietnice zarobków, z których następnie się wycofywał.
W labie trzeba również uważać na zastępce kierownika. Jeżeli nie przypadniesz jej do gustu bądź według niej będziesz zarabiał za dużo, będziesz miał POD GÓRKĘ - do tego stopnia, że nie będziesz mógł używać pipety wielokanałowej. Według mnie osoba ta boi się o swoje stanowisko, przez co również ogranicza rozwój innym pracownikom, a na co niektórych, na siłę szuka haków aby mieć pretekst do ich zwolnienia.
Hmmmm.... niektórzy mogą uznać to za mobbing.
Niestety szef nie widzi i nie chce rozmawiać z pracownikami na temat sytuacji w laboratorium.
Na negatywne opinie na temat organizacji pracy w laboratorium, jego odpowiedzią jest to że jeżeli komuś się coś nie podoba, on nie widzi problemu żeby pracownik złożył wypowiedzenie.
Jedynym plusem była praca w młodym zespole, jednak jak dla mnie jest to za mało aby polecić to miejsce.