Duninowska 9.
To, co tam się dzieje, przechodzi ludzkie pojęcie. Czas zatrzymał się na latach 80./90. Starsi pracownicy mają prawo robić dosłownie wszystko, a kierownictwo klepie ich po plecach.
Druga sprawa — zasady BHP tam nie istnieją. Wchodzą na regały bez kasku i ty też jesteś do tego zmuszany. Jeśli chodzi o klimat pracy, to jest on po prostu okropny. Pewna pani krzyczy i wyzywa wszystkich pod nosem, a gdy się jej postawisz, wszystko jest natychmiast obracane przeciwko tobie i lądujesz „na dywaniku”.
Kierowniczka na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo miła — na rozmowie rekrutacyjnej uśmiechnięta i sympatyczna. Do czasu pierwszego spotkania na hali. Później zmienia się w oziębłą osobę, która straszy nieprzedłużeniem umowy. Wszyscy się jej boją. Ma swoich przydupasów, którzy co chwilę latają do biura i donoszą, że pracownik porozmawiał ze współpracownikiem. Teksty typu: „jak chcesz tu pracować, to się z nim nie zadawaj” są na porządku dziennym. Czy tak zachowuje się wykształcona osoba pełniąca obowiązki kierownika placówki? Sami sobie odpowiedzcie.
Wszystkich młodych ludzi przestrzegam przed pracą w tym miejscu, jeśli szanują swoje zdrowie psychiczne.
PS. Jeszcze jedna sytuacja pokazująca, jak traktowani są pracownicy. Są oni zmuszani do kupowania jakichś „lewych” rzeczy z poczty, które się nie sprzedają — różnego rodzaju płynów po zawyżonych cenach czy ciastek niewiadomego pochodzenia. Odmówiłem zakupu i usłyszałem, że muszę kupić, bo przecież my, jako pracownicy Poczty Polskiej, musimy wspierać Pocztę Polską. Na szczęście udało mi się z tego wykaraskać, mówiąc, że nie mam pieniędzy — wtedy odpuścili, ale czułem ten pełen pogardy wzrok w stylu: „skoro my kupujemy, to ty też musisz”.
Mam nadzieję, że w końcu ktoś się tym zajmie, bo to, co tam się dzieje, naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie.