dzięki Bohu już nie halo- 28.08.2012 12:27
Inne
Gdańsk: Zamknięto aptekę w Oliwie. Chorzy mają odbierać recepty w... pizzerii
Zszokowani i oburzeni byli pacjenci , którzy w ostatnią sobotę zgłosili się do oliwskiej apteki Pod Różą po odbiór zamówionych lekarstw. Nie dość że ich nie otrzymali, bo drzwi apteki były zamknięte, to niezrealizowane recepty kazano im odebrać w... pizzerii.
Imienną listę pacjentów wywieszono przy wejściu do apteki, a pracownicy pizzerii mogli bez trudu poznać ich szczegółowe dane, dowiedzieć się, jakie leki zażywają i na co chorują. Zbulwersowany tą sprawą jest samorząd aptekarski. Zdaniem dr. Pawła Chrzana, prezesa Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej - powinien się nią zająć rzecznik odpowiedzialności zawodowej, gdyż jest to przykład rażącego naruszenia kodeksu etyki. Na równi z lekarzami obowiązuje on farmaceutów.
- Kończyły mi się leki na nadciśnienie, więc poszedłem do apteki Pod Różą w Centrum Handlowym Familia, przy ulicy Grunwaldzkiej - relacjonuje jeden z pacjentów. - Leków co prawda nie było, ale pani magister przyjęła recepty, obiecując, że będą na mnie czekały następnego dnia, czyli w sobotę. O mało nie dostałem zawału, gdy w wyznaczonym terminie zastałem drzwi apteki zamknięte "z powodu inwentaryzacji". Do szyby przeklejono kartkę z litanią nazwisk pacjentów, którzy po niezrealizowane recepty powinni się zgł0sić do pizzerii vis-á-vis. Zatkało mnie, ale podporządkowałem się instrukcji. Pani z pizzerii spytała mnie o nazwisko, wyciągnęła recepty spod lady i mi je wręczyła. Pytam jednak - jakim prawem spacerujący po centrum handlowym mogą z kartki na drzwiach apteki dowiedzieć się, że jakiś Iksiński ma problemy ze zdrowiem, a personel pizzerii mieć wgląd do moich szczegółowych danych umieszczonych na recepcie oraz chorób, na jakie cierpię? Myślałem, że pracownicy apteki też muszą przestrzegać kodeksu etyki zawodowej, w tym obowiązku zachowania tajemnicy.
- Ależ farmaceutów obowiązuje podobny i równie rygorystyczny kodeks etyki jak lekarzy - denerwuje się Andrzej Denis, rzecznik prasowy Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej. Jego zdaniem, sytuacja opisana przez naszego Czytelnika jest niedopuszczalna, a upublicznianie danych pacjenta w jakiejkolwiek formie to łamanie prawa i podstawowych zasad.
Oburzenia nie kryje również dr Paweł Chrzan, prezes GOIA. Prosi jednocześnie pacjentów, którzy czują się w ten sposób poszkodowani, o złożenie skarg w siedzibie izby.
Zostaną one przekazane rzecznikowi odpowiedzialności zawodowej. Przedstawiciele aptekarskiego samorządu zauważają jednak, że w efekcie przyjętych przez Polskę rozwiązań, zgodnie z którymi właścicielem apteki nie musi być farmaceuta, w wielu z nich, szczególnie należących do tzw. sieci, źle się dzieje.
- W aptekach należących do farmaceutów do takiej sytuacji nigdy by nie doszło - zapewnia Andrzej Denis, jednocześnie właściciel gdyńskiej apteki Św. Alberta. - W Niemczech, Francji czy we Włoszech apteki są w rękach farmaceutów, co dla pacjenta jest gwarancją rzetelnego wykonywania zawodu. Polska jednak, na wzór amerykański, traktuje aptekę jak sklep z gwoździami czy telewizorami i oto mamy tego skutki.
Według naszych ustaleń, właścicielem gdańskiej apteki Pod Różą jest warszawska spółka Halofarmacja.
[Dziennik Bałtycki]