Wynagrodzenie wypłacane jest z opóźnieniem. Największe opóźnienia są w przypadku posiadania własnej działalności gospodarczej (kilka miesięcy, nawet rok), mniejsze acz wciąż znaczące na zleceniu, i najmniejsze na umowie o pracę. Wykładowcy nie dostają wynagrodzenia za przeprowadzanie testów, zaliczeń, egzaminów, ustnych, poprawek (mam na myśli także czas, który spędzają ze studentami w sali, a nie sprawdzanie prac w domu - bo za jakąkolwiek pracę poza uczelnią - sprawdzanie prac, zadań, przygotowanie zajęć, odpisywanie na wiadomości, tworzenie ew. sprawozdań itp. wynagrodzenia również nie ma). Patrzę na komentarze sprzed lat i widzę, że problem z opóźnieniem istnieje od co najmniej 10 lat. Dopraszanie się o zapłatę za wykonaną ciężką pracę jest ciosem w ludzką godność. Jako że godziny spędzane na egzaminowaniu studentów są pracą za darmo, wykładowcom nie opłaca się przeprowadzać testów częściej niż raz w roku, przez co stan wiedzy studentów pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście są i tacy studenci, którzy uczą się na bieżąco i żaden test im nie straszny, jednak wskazuję tu jedynie ogólną tendencję. Pracownik, któremu się nie płaci, to pracownik, który do pracy nie będzie się przykładał, co z kolei wpływa niekorzystnie na kolejną poszkodowaną grupę - studentów.