Firma nie posiada, albo nie potrafi korzystać z podstawowych umiejętności HR. Po zaaplikowaniu na ogłoszenie odezwała się do mnie telefonicznie (następnego dnia - zdesperowani?) osoba, która nie przedstawiając się ani nie mówiąc, z jakiej firmy dzwoni, spytała czy moja kandydatura jest aktualna. Po tej rozmowie potwierdziłem udział w pierwszym etapie, którym była telefoniczna rozmowa z potencjalnym przełożonym (trwała około 30 minut. Pod koniec rozmowy padło pytanie o oczekiwania finansowe i tu się zaczęło czytanie między wierszami, że to może być jednak za dużo (w ogłoszeniu nie było podanych widełek). Po tygodniu, dwóch zostałem zaproszony na rozmowę w siedzibie firmy. Spotkanie trwało około godziny, maglowanie, brak konkretów dotyczących premii (sam mam wpływ, potem że sam mam wpływ, ale mogę jej nie dostać jak dział jej nie dowiezie itd.) W trakcie spotkania miałem poczucie, że w sumie to nie wiem czy jestem wysłuchiwany, czy nie w całości. Brak chyba było pomysłu na tę rozmowę, albo firma nie chce ujawniać pewnych szczegółów na tym etapie. Na koniec spotkania padło ponownie pytanie o oczekiwania finansowe (podstawa) i spotakało się z wyraźnym zdziwienim, że podtrzymałem warunki z poprzedniej rozmowy (mimo, że nadal nie znałem widełek na tym stanowisku, ale zgodziłem się przy 1 rozmowie obniżyć te oczekiwania z uwagi na konieczność intensywnego wdrożenia w branżę). Po spotkaniu nastała cisza. Brak podziękowania czy konstruktywnego feedbacku, ale też brak informacji odmownej. W biurze cicho, kiedyś nowocześnie (2000s vibe), trudno o nich coś więcej powiedzieć, ale dla mnie była to strata czasu i zero chemii.