Była kandydatka20.11.2019 18:36
Inne
Rekrutacja do tej agencji była jednym z bardziej żenujących przeżyć w moim życiu zawodowym.
Przez obustronne wyjazdy dogadanie terminu rozmowy było małym wyzwaniem, ale wydawało się że w końcu się udało znaleźć dzień i godzinę odpowiednią dla wszystkich - środę o 12:30. To był jeden z 2 zaproponowanych terminów, odpisałam że dla mnie ok i o 11:47 we wtorek (więc lekko ponad dobę wcześniej) po raz pierwszy poprosiłam o potwierdzenie. W obliczu braku odpowiedzi wysłałam drugą prośbę popołudniu (w okolicach 15-16). Nic.
Następnego dnia z samego rana poprosiłam znów o odpowiedź. Nic. Oczywiście byłam nadal w poprzedniej pracy więc zorganizowanie takiego wyjścia na rozmowę wymaga odpowiedniego planowania, odbioru nadgodzin itp. Czekałam do 10:00 i napisałam że w obliczu braku potwierdzenia rozumiem że mam nie przyjeżdżać, ale jestem dostępna telefonicznie w danym zakresie godzin. Wtedy po jakimś czasie w końcu doczekałam się odzewu - żadnych przeprosin, zero poczucia że coś nie zagrało po stronie rekrutującej, tylko impertynencki tekst że przed urlopem nie odpisuje na maile na bieżąco bo dużo spotkań (uznaję go za impertynencki dlatego że jak wspomniałam moja pierwsza prośba pojawiła się poprzedniego dnia przed 12, a spełnienie jej można było osiągnąć napisaniem słowa "potwierdzam" co naprawdę nie zajmuje dużo czasu).
Dojazd z centrum do siedziby agencji wg jakdojade.pl zająłby około 45min. Dostałam informację 1,5h przed rozmową, więc minus czas dojazdu miałabym 45min na zorganizowanie wyjścia z pracy. Może gdybym była osobą z zerowym doświadczeniem zawodowym uznałabym za akceptowalne dać się tak potraktować, ale nie mam zerowego ani doświadczenia ani szacunku do siebie, więc oczywiście nie pojechałam. Byłam jednak umówiona, a dla mnie to znaczy chyba więcej niż dla przedstawicielki agencji.
O 12:30 zadzwoniłam i odpowiedziałam że nie, nie jestem na miejscu i nie szukam wejścia tylko - jak pisałam w mailu - nie jeżdżę bez potwierdzenia w ciemno, ale skoro byłyśmy umówione jestem teraz dostępna na rozmowę telefoniczną. Rekrutująca odpowiedziała z oburzeniem w głosie że ona tego nie praktykuje bo wszyscy kandydaci muszą być równo traktowani (co popieram) i że zupełnie inny jest kontakt twarzą w twarz (z czym się w pełni zgadzam) więc możemy porozmawiać po jej urlopie.
Nie zamykam sobie drzwi więc się zgodziłam i umówiłyśmy się ponownie. Ale nadal nic - zero przeprosin, zero skruchy, podejście właściwe januszom biznesu tj. całuj mi buty marny kandydacie, ja tu jestem wielkim szefem działu, wydawałoby się że niespotykane u młodych ludzi w tej branży. A jednak.
Uznałam że skoro już na etapie rekrutacji jest takie podejście to strach pomyśleć jak byłoby mieć tą osobę za przełożoną. Ostatecznie odwołałam umówioną rozmowę kompletnie bez żalu. Znalazłam bez problemu inną - i pewnie fajniejszą - pracę, a agencji Insignia życzę trochę refleksji na temat znaczenia takich pojęć jak rynek pracownika i szacunek.