kandydatka18.06.2018 13:38
Inne
Otrzymałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. Pojawiłam się o umówionej godzinie na miejscu i wykonałam telefon do rekrutera. Niestety osoby rekrutującej nie było na miejscu i musiałam czekać prawie pół godziny na rozmowę. Ale rozumiem, że sytuacje losowe się zdarzają, więc pełna entuzjazmu nadal czekałam pod sklepem. Podeszła do mnie młoda kobieta i z miłym uśmiechem zaczęła ze mną rozmowę. Nie przeczę, Pani była bardzo sympatyczna, niemniej jednak przeprowadzanie rozmowy na deptaku, na stojąco... Gdzie obok mnie cały czas przechodzili ludzie... To mnie trochę zdziwiło, ponieważ brałam udział w kilkudziesięciu rozmowach kwalifikacyjnych w całym swym życiu i pierwszy raz spotkałam się z taką sytuacją. Owszem, zdarzało mi się przeprowadzać rozmowy w magazynie, który był przysłowiowo zawalony po dostawie, ale wtedy zawsze przepraszałam za sytuację i starałam się, żeby rozmowa przebiegała w jak najbardziej komfortowych dla kandydata warunkach, żeby go po prostu zachęcić : ). Wiadomo, jak ogromna jest rotacja w dziale handlowym, zwłaszcza w galeriach, więc zwyczajnie zależało mi, by zatrzymać potencjalnego kandydata.
Pomimo tych drobnych zastrzeżeń, pomyślałam, że dam kobiecie szansę, ponieważ sprawiała wrażenie sympatycznej.
Odpowiedziałam jasno na pytanie dot. oczekiwań finansowych na stanowisku kierownika (2000 pln) i dostałam co najmniej mętną odpowiedź w tym temacie... " jest to możliwe,ale pracujemy głównie na systemie prowizyjnym"... Nic z tego nie zrozumiałam. Potem otrzymałam serię dziwnych pytań, po których już zwyczajnie zrobiło mi się przykro... "o jakie stanowisko się pani ubiega?" O kierownicze, co zresztą zaznaczyłam dokładnie w wysyłanym pliku z cv. "Jak długi jest Pani okres wypowiedzenia?" Nie mam okresu wypowiedzenia, bo jak widać z cv od 3 tygodni jestem osobą niezatrudnioną... Nie wiem, czy ta Pani wiedziała chociaż jak mam na imię... Nie pamiętam, żeby sama się przedstawiła. Ale być może mi to umknęło. "Co jest trudnego w zawodzie sprzedawcy?" Nic nie jest trudnego w tym zawodzie po tylu latach pracy na stanowiskach wymienionych jasno i klarownie w cv...
Na sam koniec dostałam informację że "po samej rozmowie nie jestem w stanie nikogo zatrudnić, bo nie wiem jakim jest sprzedawcą. a szukamy super sprzedawcy". No ja zatrudniałam wiele osób i rozmowę przeprowadzałam w ten sposób aby jak najwięcej dowiedzieć się o ich umiejętnościach do pracy na tym stanowisku... "zapraszam Panią w środę na g. 13 do nas na godzinę i wtedy ocenię jakim jest pani sprzedawcą" (bo w grey wolf kierownik tak jak w innych sieciach osobiście sprzedaje razem z całym zespołem). I tu już sprawa była przesądzona. I w ogóle na jakiej zasadzie miałabym tam przyjść? W oparciu o jaką umowę? Osobiście nigdy nie wpuszczałam nowych osób na salę sprzedaży bez przeszkolenia, bez znajomości towaru, materiałoznawstwa... Dlatego że jest to nieprofesjonalne i po prostu już się tego nie praktykuje współcześnie. Dopiero po przeszkoleniu współpracowałam z taką osobą ale nigdy nie zapraszałam nikogo z marszu na jakieś dziwne godziny próbne... bo taki kandydat czułby się co najwyżej jak małpa w cyrku. Mam nadzieję, że na owe otwarcie salonu w środę ów Pani rekruter nie zaprosiła sobie 8 kandydatów aby po prostu sklep był darmowo obstawiony... Ale po całej rozmowie nie wiem co mam myśleć o tej firmie...
"ile osób miała pani w zespole?" Maksymalnie 6. " U nas będą tylko 2 osoby, sprzedawca i ...drugi sprzedawca czyli kierownik". Nie brzmi to zbyt rozwojowo... Co niby ma robić ten kierownik i po co w ogóle zamieszczać ogłoszenie na osobę funkcyjną, która sądząc po zakresie obowiązków byłaby tam raczej zbędna...?
Niestety po sposobie przeprowadzenia rozmowy i po zadawanych pytaniach stwierdzam, że nie odnalazłabym się w takim przedsiębiorstwie.
Ale osobom składającym cv życzę oczywiście powodzenia.