Po prostu śmiech nie przedsiębiorstwo.
Zdarza mi się sporadycznie poruszać między Pyrzycami i Szczecinem środkami komunikacji masowej. Pech chciał, że kilka(naście) razy jeździłem (lub nie - o czym później) Krajanem.
Same pojazdy to, z nielicznymi wyjątkami, istny dramat: syf niemiłosierny, smród i hałas. Kierowcy gburowaci, palą w autobusach. Zdarzyło się nawet, że na "do widzenia", po zwróceniu uwagi na palenie podczas jazdy moja partnerka usłyszała od kierowcy "spi#$%alaj!".
Spóźnienia: owszem po dziesięć, piętnaście, dwadzieścia kilka minut. Bywają i dłuższe.
Przy takim stanie rzeczy można przez zaciśnięte zęby wyszeptać pod nosem "Polska" i przejść nad tym do porządku dziennego, jak nad wieloma rzeczami w Tym Kraju, tak pięknym. Można by, gdyby nie jedno przewinienie Krajana, czarę goryczy przelewające.
Wyobraź sobie: Pojawiasz się na przystanku dziesięć minut przed czasem (z rozkładu) i słyszysz od osób stojących w pobliżu, że OSTATNI autobus do Szczecina (Krajan właśnie) odjechał pięć minut wcześniej. Cóż- myślisz w duchu- poczekam, może to był jakiś inny, w innym kierunku. I stoisz kolejne pół godziny, czekając na autobus będący już zapewne kilkadziesiąt kilometrów dalej.
Wyobraź sobie, że zdarzyło się to po raz czwarty w ciągu ostatniego półrocza...
Wyobraź sobie, z drugiej strony, że czekasz w domu na partnerkę/partnera i dowiadujesz się, że "ostatni Krajan znów nie przyjechał".
Wobec wszystkiego powyższego, teraz ja Tobie, Drogi (nomen omen) Krajanie mówię zupełnie szczere i od serca: spi#$%alaj!
Obyś zdechł, padł, szlag by Cię trafił a Twoje miejsce na rynku i w rozkładzie przejęła jakaś inna, rzetelna firma. A tych nie brakuje.
Z poważaniem. Głębokim.