Byłam, przeżyłam, uciekłam 16.11.2019 01:00
Inne
Gorąco nie polecam.
Na rozmowie i dniu próbnym wszystko było pięknie. Pięknie potrafią mydlić oczy.
Problemy były właściwie od początku. Byłam jednym z pierwszych pracowników restauracji. Pierwszy menadżer został zwolniony bo za dużo chciał (zrobić, ulepszyć) generował niepotrzebne koszta. Poza tym miał własną wizje jak chciałby prowadzić restauracje i to go zgubiło. Wady miał, jak każdy, ale znał się na tym co robił i mimo to został zwolniony bo nie było po myśli właścicieli. Druga menadżerka zwolniła się sama bo nie chciała pracować w takim cyrku. Nie dziwie się jej, sama tak zrobiłam. Przepisywanie list- całkowita prawda. Tak aby nie było nadgodzin, reszta do ręki. Jedna ze śniadaniowych zapieprzała od rana do np. 17 bo nie było pomocy kuchennej, bo po co, może to ogarniać jedna osoba. I tak od 5-6 rano aż zrobi to co ma zrobić. Posiłki pracownicze! Owszem śniadanie można było zjeść ale tylko to co zostało (po pewnej godzinie nie można było już dokładać) jedna z pokojowych usłyszała, że za GRUBO smaruje chleb masłem. W pewnym momencie nie można było jeść masła, dżemu, serków.Kawę, herbatę, cukier trzeba było przynosić samemu. Bo będzie na kolejny dzień. Soki i woda były z powrotem przelewane do kartonów ( te z cateringów również) bo nie można wylać. Owoce, które zostały- na następny dzień- nie może się zmarnować. A to dopiero parę rzeczy. Kucharze- w pewnym momencie kazali in ZMNIEJSZAĆ porcje ( mimo że w karcie pozostawała gramatura bez zmian) bo i tak ludzie nie zauważą (np sałatę) Szef kuchni dostał wypowiedzenie bo nie zgadzał się z tą polityką, a On sam za to odpowiada. Mimo to właściciele wywierali nacisk. Wypowiedzenie dostał po godzinach pracy, przywiezione pod dom i z hasłem, że "mógłby jeszcze popracować 2 tyg bo x idzie na urlop". Jeden z kucharzy dostał wypowiedzenie bo miał czelność złamać nogę. Reszta kuchni zwolniła się w niedługim czasie po odejściu szefa kuchni, "restauracja" już upadała. Kelnerzy mieli za zadanie robić wszystko- kelnerować, robić napoje na barze, przyjmować dostawy i robić inwentaryzacje :) Oczywiście owoce z drinków i napoi były wielokrotnego użytku. Właściciele bardzo o to dbali poprzez ciągłe kontrole i obserwacje na kamerach. Zaznaczam, że na zmianie była JEDNA osoba, a zdarzały się sytuacje że dostaje telefon w środku tabaki czemu szmatka leży na blacie tak, że goście ją widzą, czemu tyle piwa leje do kufla, czemu wyrzuciła pękniętą szklankę. Jeden wielki Big Brother. Nie było czegoś takiego jak przerwa- jak miałeś czas to zjadłeś coś, usiadłeś, jak nie to Twój problem .Robią ludzi z debila, liczba "szefów" przekraczała pracowników i każdy miał inne zdanie na jeden temat i należało wykonać zadanie tak jak chciał ten który się nawinął- gorzej gdy co chwilę przychodził ktoś inny. Dlatego też żadnen z kelnerów nie zagrzał dłużej miejsca.
Co do RECEPCJI. Dziewczyny nie miały podczas 12 godzin przerwy bo nie miał kto za nie stanąć za ladą. Jak szły do toalety to nie raz dostawały po uszach że telefon dzwonił, a one nie odebrały. Sytuacja zmieniła się gdy doszła restauracja, wtedy kelner odbierał tel z informacją, że zaraz oddzwonią. Na noc zostawały same, po jakimś czasie dostały domofon z kamerką(!!!) żeby czuć się bezpiecznie. Ochrona nie była według właścicieli konieczna pomimo kilku incydentów tj, ekshibicjonista biegający przed hotelem czy pijani mężczyźni szukający wrażeń. Nadgodziny były rozliczane rocznie co akurat redukowało się z wyjazdami nad morze gdzie miały wpisywane tylko 8 godzin, a musiały być dostępne dla przyjezdnych całą dobę. Z całego personelu recepcji zostały dwie osoby- jedna pracuje już w biurze bo bardzo dobrze "współpracowała" z szefostwem.
SŁUŻBY PIĘTER jak to ładnie zostało napisane- dziewczyny miały do obrobienia cały hotel- czasami we dwie jak dobrze poszło- pracowały ponad siły, bez słowa dziękuje za dobrze wykonaną pracę. Nie mówiąc o zarobkach bo za swoją pracę dostawały psie grosze ale wymagania rosły. Z czasem miały do zrobienia jeszcze bufet+ oczywiście później hotel. Pewna Pani została zwolniona za ciągnięcie worka ze śmieciami po podłodze. Prawdziwy powód? Poinformowała, że ma zabieg na kolano i po nim będzie musiała pójść na L4. Czyli płacić za pracownika (30 dni) a on nie pracuje? Tak nie może być. Aktualnie ŻADNA ze "starych" pracownic już tam nie pracuje. Tyle jeżeli chodzi o staż pracy. W pralni wygląda podobnie.
Podsumowując: Ludzie uciekają i szukają czegoś lepszego. Nawet starzy pracownicy woleli odejść widząc jak się to wszystko stacza. Właściciele są burkliwi, nieprzyjemni (zależy jaki mają dzień- przeważnie gorszy), panuje wiecznie napięta atmosfera, wyzysk, mobbing, ciągła kontrola.
Nie poleciłabym tej firmy nawet najgorszemu wrogowi.