Pracowałam w tej placówce i z czasem zobaczyłam ogromną różnicę między wizerunkiem prezentowanym rodzicom a codzienną rzeczywistością pracy. Na zewnątrz dużo mówi się o szacunku do dziecka, podążaniu za jego potrzebami i pracy zgodnej z filozofią Montessori, jednak moje obserwacje były często zupełnie inne.
W praktyce zdarzały się sytuacje podnoszenia głosu, zawstydzania dzieci czy stosowania metod określanych jako „wyciszenie”. Deklaracja filozofii Montessori czy relacji opartej na szacunku brzmiała dobrze marketingowo, ale codzienna praca wyglądała inaczej.
Bardzo trudnym aspektem była także organizacja grup. W placówce znajdowało się wiele dzieci wymagających dużego wsparcia emocjonalnego i behawioralnego. Mam porównanie z różnymi placówkami i wiem że trudnych zachowań było więcej niż w innych placowkach. Niestety miałam poczucie, że pozostałe dzieci często odbywały się to kosztem ich poczucia bezpieczeństwa, spokoju i komfortu psychicznego. Widziałam dzieci spokojne i przestrzegające zasad, które po czasie zaczynały przejawiać zachowania agresywne lub silne przeciążenie emocjonalne.
Dużym problemem była również rotacja pracowników i chaos organizacyjny.
Odniosłam też wrażenie, że ważniejsze od realnego mierzenia się z trudnościami dzieci było utrzymanie pozytywnego obrazu placówki przed rodzicami. Trudne sytuacje były minimalizowane lub przedstawiane w bardzo łagodny sposób.
To oczywiście moja subiektywna opinia i doświadczenie, ale po poznaniu funkcjonowania tego miejsca od środka sama nie zdecydowałabym się powierzyć tam dziecka. Rodzicom radzę patrzeć nie tylko na piękne hasła i rozmowy podczas rekrutacji, ale też na stabilność kadry, atmosferę w grupach i samopoczucie dziecka.
Właścicielka w kontakcie z rodzicami sprawia bardzo spokojne i empatyczne wrażenie, jednak wewnątrz placówki atmosfera często wyglądała zupełnie inaczej — nerwowość, chaos organizacyjny, rywalizacja, były dla mnie codziennością.
Na plus była pensja.