Jako była pracowniczka chciałabym się podzielić moimi doświadczeniami związanymi z tą jakże 'cudowną' firmą i 'najlepszym' kierownictwem tego oddziału. Obiecują wszystko - wiadomo, że w nie wszystko człowiek wierzy, ale w jakieś podstawowe rzeczy i owszem - respektowanie prośby o dzień wolny, wolność ubioru (byle by były to ciuchy czyste i nie odstraszające), rzetelne płacenie nadgodzin oraz szybka możliwość uzyskania zniżek pracowniczych (50% na kolekcję damską dla kobiet/męską dla mężczyzn oraz 30% na przeceny bądź ubrania dla płci przeciwnej). Brzmi nieźle - a raczej brzmiało.
Pierwsze dni były świetne - same pochwały za szybką pracę. Aczkolwiek zadziwiające było to, że jako pomocy nie wolno mi było pomagać klientom ani im doradzać - mogłam ich tylko z uśmiechem odsyłać do pracowników etatowych, czyli sprzedawców. Na kartę zniżkową czekałam 1,5 miesiąca - była oczywiście z limitem miesięcznym. Zakupy wolno było robić tylko po pracy bądź przed nią - albo w dzień wolny - jak się okazuje takimi prawami rządzą się tylko filie w Szczecinie.
Na etacie było już fatalnie - po obiecanych szkoleniach co się z czym je przedstawiono mi tylko obsługę kasy. Wszystkie planogramy, które miały mi zostać wyjaśnione (przewieszanie, układanie, nowości, produkty topowe itp) były tylko obietnicami - ale trzeba było wszystkie zadania wykonywać i zbierać za nie opierdziel - delikatnie mówiąc. Zaczęło się czepianie o ubiór - dlaczego są to normalne ciuchy a nie firmowe, skoro jest zniżka? Zarabiając na rękę na pół etatu 600-750zł ciężko nawet ze zniżką zebrać w krótkim czasie garderobę, która pozwala na swobodne wybieranie firmowych ubrań do pracy, które oczywiście każdego dnia są inne. Brak makijażu czy pomalowanych paznokci wiązał się z rozmową w cztery oczy o tym, że się o siebie i przede wszystkim wizerunek firmy NIE DBA.
Imprezy firmowe? Żenada. Dobra mina do złej gry. Uśmieszki przy ludziach, obrabianie dupy za plecami.
Płacenie nadgodzin? Często okazywało się, że jednak kierownik policzył je inaczej niż pracownik - bardzo często.
Prośby o dzień wolny? Powiedzmy, że respektowane. Oczywiście ulubieńcy zawsze mieli dobrze i wszystko było respektowane - reszta musiała liczyć na szczęście i małą liczbę osób zainteresowanych tym samym dniem - np. wigilia, sylwester czy walentynki albo możliwość wydłużenia sobie weekendu. Urlopy też planował kierownik - SAM. Nie ważne, czy ktoś wolałby lipiec, wrzesień czy luty - daty wyznaczał kierownik. Tydzień w miesiącu zimnym i tydzień w ciepłym - jak to mawiał (bądź mawia nadal).
I na końcu Pan pożal-się-boże przywódca karierowicz. Niestety nie wydaje mi się normalne proszenie pracowników, żeby zostali w pracy dłużej (po zamknięciu) ostatniego dnia miesiąca i robili zakupy, bo brakuje do premii, którą i tak dostaje kierownictwo i pracownicy pracujący tam ponad pół roku (okres pracy przed zatrudnieniem na umowę się oczywiście NIE LICZY). Wydaje mi się, że ktoś na takim stanowisku powinien potrafić w konstruktywny sposób motywować swoich ludzi do pracy, a nie krzyczeć, zastraszać, zapraszać na dywanik i podejrzewać o całe zło świata i własne niepowodzenia.
Jednym słowem - serdecznie nie polecam oddziału w Galerii Kaskada w Szczecinie.