Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia skąd wzięły się tak słabe oceny. Wydaje mi się, że jest to kwestia osobistych problemów ludzi, którzy szukają pracy i nie mają pojęcia co chcą robić i gdzie chcą pracować. Widzę, że część osób, tak jak i ja miały okazję współpracować z tą firmą tyle, że nasze wspomnienia są zupełnie inne. Czytając te komentarze widzę tylko jeden wielki, emocjonalny bluzg ludzi, którzy pewnie odeszli po dwóch tygodniach. Ja spędziłem tam trzy miesiące, dostałem lepszą ofertę i zmieniłem robotę, ot cała historia. A teraz może kilka uwag merytorycznych, bo śmiać mi się chce ja widzę zaplusowany komentarz o chłopczykach chcących robić biznes - też zazdrościłem, że goście w moim wieku wpadli na spoko pomysł i co więcej jakoś im to nawet idzie. Typowe polactwo.
Firm, które mają taki model biznesu jest sporo na rynku (patrz PAP) i nie ma w tym nic niewłaściwego. Dogadujesz się ogólnopolską gazetą, że będziesz realizował dla nich tematyczną sekcję poświęconą gospodarce czy ekonomii. Pewnie płacisz za to jak za zboże i dodatkowo musisz przejść jakiś proces weryfikacyjny, bo nie wierzę, że Wyborcza czy Rzeczpospolita po prostu pozwalają to robić byle komu.
Żeby zapełnić rozkładówkę w każdej gazecie potrzebujesz zdobyć temat, którego jako redaktor szukasz. Każde wydanie ma swoją osobną charakterystykę. Nie ma nic dziwnego w tym, że dla firm czy instytucji taka publikacja jest formą promocji. No dobry boże, czy widzieliście kiedyś żeby ktoś wam coś dał za darmo? No a jeżeli chodzi o publikację w ogólnopolskich gazetach, to na bank wszystkie prowadzą po prostu działalność charytatywną. heh. Jak sobie już wymyślisz o czym chcesz pisać albo jakie firmy cię interesują, to szukasz najlepszych i najciekawszych i się z nimi kontaktujesz. Zabawne jest to, że widziałem tutaj chłopaczków po dziennikarstwie, którzy podjarali się prowizjami i wykonywali po 50 telefonów dziennie waląc ten sam tekst do wszystkich. Niezbyt skutecznie. Jak zacząłem to po prostu podpytałem kozaków - tych co mieli najlepsze wyniki i okazało się, że goście po prostu robią świetny research, wykonują ok. 6 telefonów i z każdym rozmawiają po prostu przy użyciu najważniejszego narzędzia pracy dziennikarza czyli mózgu. Wyniki mówiły same za siebie. Od razu i uczciwie informuje się taką firmę, że materiały mają charakter promocyjny i trzeba za nie zapłacić. Po drugiej stronie słuchawki nie siedzą Janusze biznesu tylko prezesi dużych firm, którzy zdają sobie sprawę z tego jak wygląda świat, bo coś w życiu osiągnęli. Dlatego nie oczekują manny z nieba, tylko kalkulują sobie ewentualne korzyści z publikacji i albo się decydują albo i nie. Bywa i tak, że nic nie wpadnie przez cały tydzień lub dwa, ale z moich doświadczeń zawsze wiązało się to po prostu z jakimiś błędami po mojej stronie - rutyniarstwo, zły dobór podmiotów, głupi okres - po zamknięciu budżetów, przed zrealizowaniem inwestycji itd. Normalka, trzeba myśleć i inteligentnie podejść do sprzedaży.
Jak już klepnąłeś wywiad, to normalnie pakujesz sprzęt i jedziesz do rozmówcy. Potem piszesz artykuły i publikujesz proste. Byliście w ludzie kiedyś w redakcji Dziennika Zachodniego albo w Silesionie? :D To ja polecam się przejść i zobaczyć jak wyglądają warunki pracy młodych adeptów dziennikarstwa na stażach, którzy biegają po mieście robiąc sondy, dzwoniąc po sponsorach albo pisząc trzy mikro artykuły o stadninie koni i nawozach za trzy stówki miesięcznie wersówki.
Dlatego naprawdę słabi mnie to co tutaj czytam. Nie mówię, że to była jakaś robota marzeń, o której pisałem w przedszkolu na laurkach, jak moi koledzy chcieli zostać pilotami śmigłowców ratunkowych, ale też nie narzekam, bo dostałem podstawę i umowę na czes nieoznaczony (mogłem sobie wziąć kredyt), a jak mi siadło kilka tematów, to naprawdę mogłem stawiać kumplom na mieście chwaląc się, że mój artykuł jest w Rzepie, normalnie wydrukowany na papierze, a nie jako jakaś smutna wkładka.
Co do atmosfery w robocie jest miło i przyjemnie, cały czas mogłeś wpaść do szefów i zapytać o to co potrzebujesz. Ludzie też nie widziałem, żeby płakali w łazience, a raczej potrafili gadać na papierosie o wakacjach albo weekendzie, a nie tylko o wyrabianiu planów. Było normalnie, jak w każdej robocie, w której musisz coś jednak zrobić i oczekują od ciebie wyników.
Na koniec tylko jedna rzecz. Nie wiem w jakim świecie żyją osoby, którym wydaje się, że ktoś da im za czwórki na dyplomie sześć koła na rękę. :D Z tego co kojarzę z normalnego świata - mam już swoją firmę, żeby coś zarobić, to naprawdę w każdy biznesie musisz coś sprzedać. Zawsze kończy się na sprzedaży. Zawsze. I jest to równocześnie najłatwiejszy sposób żeby zarobić dużo i szybko. Myślę, że po prostu nie każdy się do tego nadaje i tez nie ma w tym nic złego, no ale jak już Ci nie wyszło, to nie chociaż nie zachowuj się jak kompletny buc.