Praca w Marcelu jest z pewnością specyficzna. Wymaga otwartego umysłu i chęci ciągłego uczenia się.
Biorąc pod uwagę fakt, że działamy na styku informatyki i medycyny, a więc w wymagającym środowisku, a zatrudniając ok. 50 osób, obsługujemy setki poważnych instytucji, typu największe w kraju szpitale, sieci laboratoriów czy Inspekcję Weterynaryjną, naturalne jest że działamy często poza schematami. Głównie dlatego, że większość projektów to programy, których w naszym kraju (a czasem w Europie) jeszcze nie było. Wymyślamy więc często wszystko od początku, za to później mamy frajdę, że inni kopiują od nas.
Mamy zespół sprawdzonych ludzi, atmosfera jest dobra, choć często zadania na cito się piętrzą i powoduje to naturalne „iskrzenie”. Pomaga ludzkie podejście Właścicieli, którzy wolą usłyszeć od pracownika sprzeciw poparty dobrymi argumentami lub słowa konstruktywnej krytyki, aniżeli mieć zespół bezmyślnych zombie.
Większość osób pracuje tu długo – powyżej pięciu, dziesięciu lat. Rotacja jest bardzo mała. Jeżeli już ktoś odchodzi, to raczej na początku współpracy, kiedy widzi, że nie odnajduje się w tym środowisku. Jak już ktoś złapie bakcyla, to zostaje na lata.