Pracowałem na stanowisku sprzedawcy, baristy i pomocy kuchennej – tak naprawdę wykonywałem wszystkie obowiązki naraz, za najniższą krajową. Od początku sugerowano mi możliwość awansu na kierownika, ale ten temat został przerwany już po kilku dniach, bo... nie znałem jeszcze wszystkich rodzajów ciast, składników chleba i zakwasów na pamięć. Szkolenia były szczątkowe, urwane w połowie, a potem oczekiwano ode mnie wiedzy, której nikt mi nie przekazał.
Największe patologie, jakie zauważyłem:
-Brak realnych szkoleń – pokazano mi coś raz lub dwa, a potem miałem wykonywać to perfekcyjnie. Gdy robiłem coś tak, jak mnie nauczono, potem słyszałem, że robię to „niedopuszczalnie”, mimo że dokładnie to mi pokazano.
Szkolenie to fikcja, a szacunek nie istnieje – nowy pracownik nie ma co liczyć na cierpliwe wdrożenie. Jeden z przykładów: poproszony o przygotowanie śmietany do maszyny do bitej śmietany, nie wiedząc, że trzeba dodać syrop cukrowy (nikt wcześniej tego nie tłumaczył), usłyszałem od kierowniczki tylko "ja pier***ę", zanim w ogóle ktoś raczył pokazać, jak to prawidłowo zrobić. Komentarz zamiast pomocy. I to miało być szkolenie? To jest niestety norma – wiedzę wyciąga się na siłę albo w ogóle się jej nie dostaje.
-Brak komunikacji – żadnej jasnej informacji o zasadach pracy czy obsługi klienta. Za zwykłe poproszenie klientki o opuszczenie sali po zamknięciu dostałem pouczenie – mimo że nikt mnie wcześniej nie poinformował, że "nie wolno".
-Gaslighting i zmienne podejście przełożonych – zależnie od humoru kierownika zmiany byłem traktowany albo w porządku, albo z góry. Brak konsekwencji i równego traktowania.
-Brak szacunku dla pracownika – nie poinformowano mnie o nieprzedłużeniu umowy. Dowiedziałem się SMS-em od agencji, bez nawet jednego słowa wyjaśnienia czy wcześniejszego sygnału, że coś jest nie tak.
-Ignorowanie zaangażowania – zależało mi na pracy, byłem obecny, sumienny, starałem się – wszystko bez odzewu.
-Kierownictwo unika odpowiedzialności – osoby zarządzające to ludzie, którzy boją się konfrontacji, rozmowy, wyjaśnień. Brak odwagi cywilnej i totalne unikanie jasnych decyzji, żałosne jednostki
I teraz najważniejsze:
Brak przerw i brak szacunku do czasu pracownika – w teorii pracownikowi przysługuje 20-minutowa przerwa. W praktyce: zapomnij o niej w święta czy dni specjalne jak np. w Dzień Matki czy Dzień Dziecka. Nikt nie ma prawa z niej skorzystać, nawet jeśli dzień pracy trwa 10–12 godzin. Przerwa znika, bo "dużo klientów", ale jeśli spóźnisz się dwie minuty na wejście lub musisz skorzystać z toalety – to już wielki problem i od razu naliczane "spóźnienie". Były sytuacje, że pracownik z krwotokiem z nosa został potraktowany jakby się spóźnił. Zero elastyczności, za to maksymalne wymagania. Totalna asymetria w traktowaniu czasu pracy i praw pracownika.
Nie polecam tej pracy nikomu, kto ma odrobinę szacunku do siebie. Cukiernia może wygląda ładnie z zewnątrz, ale to, co się dzieje w środku, to festiwal ignorancji, braku kompetencji i żałosnego zarządzania.