Znienawidzony przez K(o)alę 12.12.2022 10:39
Były pracownik
Pracowałem w firmie 2 lata - wpierw jako gość na HelpDesku, później, przez ostatnie pół roku, jako młodszy programista. Ten awans/zmiana stanowiska została mi dana bez żadnego wcześniejszego doświadczenia i otworzyła drzwi do szukania pracy zdalnej w firmach, ulokowanych po dużych miastach, za co jestem dozgonnie chłopakom wdzięczny.
Ktoś w 2019r. pisał o rodzinnej atmosferze i braku presji. Ja się pod tym podpisuję, bo super mi się tutaj pracowało i bardzo dobrze wspominam tę pracę. Nie miałem problemów, żeby wstać rano i jechać, bo wiedziałem że jadę do miejsca, gdzie nie będą mi wyliczać norm pracy, nie będą mi się kazać spowiadać z wykonanych i planowanych do wykonania prac.
Pensja - byłem przyjmowany na HelpDesk z innym chłopakiem i wiem, że była dysproporcja w naszych zarobkach. Nie wiem jak duża, ale wynikała ona z faktu, że jednemu z nas lepiej wypadł test z SQL'a na rozmowie rekrutacyjnej + miał on doświadczenie na podobnym stanowisku. Także firma nie traktuje wszystkich jednakowo i uwzględnia posiadane umiejętności, przy proponowaniu pensji.
Jeśli o wysokość pensji chodzi - nie wiem, jak to wygląda z programistami mid/senior czy serwisem, a nie chcę tutaj rzucać moich kwot, bo domyślam się, że przedstawiciele firmy by tego nie chcieli. Mogę jedynie powiedzieć, że przed IBCs'em pracowałem za minimalną krajową i na stanowisko HelpDesk dostałem propozycje, niemal dublującą tą kwotę (brutto). Jak dla 21 latka, w trakcie studiów i to na Sądecczyźnie, to moim zdaniem były bardzo dobre pieniądze.
Jarek (prezes) - super człowiek. Pomimo, że firma nie jest taka mała i liczy kilkadziesiąt pracowników, to potrafił znaleźć dla mnie czas i wytłumaczyć to i owo.
Ważne w tym moim wywodzie jest to, że powyższy opis dotyczy pracy, na moment, gdzie całym działem IT kierował Tomek. Klientów przybywało, jego obowiązków też i stało się tak, że działem od rozwoju WMS'a zaczął zarządzać Marek. Człowiek znający się na swojej robocie, jako PM (chodzi o kontakt z klientem), bo skłamałbym gdybym temu zaprzeczył, ale jest to również człowiek, który uwielbia górować nad innymi i nie w myśl mu, by zapoznawać się z produktem, którym zarządza. Wielokrotnie deklarował klientom poprawę błędu, który błędem nie był lub stworzenie funkcjonalności, na którą potrzeba było 2x tyle czasu, niż ten zadeklarował, bo w niesmak mu było, skonsultować się z developerem - przecież on wie lepiej.
Gdyby ktoś mnie zapytał, czy warto iść do firmy, to przyjąłbym takie kryterium:
- Do Tomka? Idź, bo ma fajnych ludzi w zespole. Dużo się nauczysz, zyskasz doświadczenie, a i pensja powinna być w porządku.
- Do Marka? To zależy od usposobienia kandydata do pracy. Jeśli zależy Ci na tej "rodzinnej atmosferze", to u niego tego nie ma i odradzam. Jeśli z kolei, podchodzisz do tego na zasadzie korporacji, czyli - ja wykonuje swoją pracę, mam gdzieś czy mój PM się zna czy nie. Ja mam dostać wypłatę i nie robić nadgodzin/weekendów, to bym się zastanowił. Być może jest to stanowisko dla Ciebie.
Ja nie byłem w stanie znieść Marka i jego wyniosłości, idącej w parze z przekonaniem o niemylności, ale każdy będzie miał inne podejście i będzie to traktował mniej lub bardziej osobiście.
Nie wypowiadam się na temat magazynu/serwisu, bo nigdy tam nie pracowałem i nie mam pojęcia, jakie panują tam warunki.