Stanowisko przedstawione podczas rozmowy rekrutacyjnej znacząco różniło się od tego, jak wyglądało w rzeczywistości. Z nazwy stanowiska „Młodszy opiekun klienta biznesowego” można wnioskować, że praca polega na obsłudze klientów, natomiast faktycznie była to praca typowo sprzedażowa w modelu call center, polegająca na aktywnym kontaktowaniu się z potencjalnymi klientami i sprzedaży telefonicznej.
W dziale sprzedaży panowały zasady, które nie były jednakowo stosowane wobec wszystkich pracowników na tym samym stanowisku. Od początku miałam poczucie, że nie jestem równo traktowana w porównaniu z inną osobą zatrudnioną na identycznym stanowisku. Widoczna była gołym okiem faworyzacja jednej z pracownic, zarówno w zakresie egzekwowania zasad, jak i codziennej organizacji pracy.
Istotną kwestią był również nierówny dostęp do narzędzi pracy. Dwie osoby z zespołu miały dostęp do skrzynki mailowej, z której pozyskiwane były zamówienia, a następnie zaliczały je do własnej sprzedaży. Ja nie miałam do tej skrzynki dostępu, co stawiało mnie w gorszej pozycji sprzedażowej i miało bezpośredni wpływ na realizację wyników oraz premię.
Poinformowano mnie, że nie można pracować zdalnie dwa dni z rzędu, podczas gdy druga osoba na tym samym stanowisku bez problemu miała taką możliwość zarówno przed, jak i po imprezie firmowej. Dodatkowo rozpoczynała ona pracę około 9:30, mimo że w zespole godzina 9:00 była określana jako ostateczna dopuszczalna godzina rozpoczęcia pracy. Z kolei ja otrzymałam reprymendę gdy chciałam wyjść z pracy 2 minuty wcześniej, aby zdążyć na autobus.
System premiowy był w praktyce bardzo trudny do osiągnięcia dla nowego pracownika. Oczekiwania dotyczące liczby wykonywanych telefonów były zmienne i niejednoznaczne początkowo mówiono o 45 telefonach tygodniowo, następnie kierowniczka stwierdziła, że minimum powinno być ich 60. Co istotne, druga osoba na tym samym stanowisku nie musiała realizować takich samych norm i nie wykonywała takiej samej liczby telefonów.
Dodatkowo oczekiwano ode mnie stałego uczestnictwa w rozmowach towarzyskich z zespołem, mimo że moja praca polegała głównie na intensywnym wykonywaniu telefonów do klientów. Pracownicy robili częste przerwy na papierosy. Przerwy te bywały długie (nawet do około 20 minut) i zdarzały się z dużą częstotliwością. Dodatkowo był straszny smród z papierosów od moich koleżanek z pokoju, czasami nie do wytrzymania, a otworzenie okna nie było możliwe z uwagi na ruchliwą i hałaśliwą ulicę obok.
W firmie praktycznie nie istniał bezpośredni kontakt z prezesem. Również przy przedłużaniu umowy nie było możliwości rozmowy z inną osobą decyzyjną. Umowa była przedłużana wyłącznie w obecności kierowniczki, z którą pracowałam na co dzień w jednym pokoju, co w praktyce uniemożliwiało swobodną rozmowę czy negocjacje warunków (np. dotyczących wynagrodzenia) z inną, bardziej neutralną stroną. Warto dodać, że wiele osób z zespołu zwracało uwagę na brak komunikacji i przejrzystości w firmie.
Po zwróceniu się do działu HR z prośbą o oficjalny opis stanowiska oraz jasne zasady dotyczące pracy zdalnej następnego dnia zostałam zwolniona.
Moje doświadczenie pokazuje brak transparentności, nierówne traktowanie pracowników, widoczną faworyzację, ograniczony dostęp do narzędzi pracy, słabą komunikację wewnętrzną oraz znaczną rozbieżność między tym, co oferowane jest na etapie rekrutacji, a rzeczywistymi obowiązkami na stanowisku.
Zarobki na moim stanowisku lekko ponad minimalną, nie ma podwyżki po okresie próbnym. Nie ma premii kwartalnych. Premia od sprzedaży praktycznie nierealna do uzyskania przez nowego pracownika.